Za nic na świecie nie może iść z nim na kolację. Za każdym razem, kiedy go widziała, kusiło ją, żeby go dotknąć. A gdyby dotknęła, nic by jej nie powstrzymało.
Plany? Nie wypadało mu dowiadywać się, jakie. Może wybierała się na randkę?
- Zmień je.
Spojrzała z niedowierzeniem.
-Co?
- To ty powiedziałeś, że twoja kariera jest dla ciebie ważna. Wiec zmień plany.
- Nie mogę. - Wargi jej zadrżały.- A może spotkamy się jutro rano? - zaproponowała, wciąż poruszona jego prośbą. Nie, nie prośbą, żądaniem.
Pokręcił głową.
- Nie mogę. Mam spotkanie z działem marketingu.
Spróbowała jeszcze raz.
- Mam wolne popołudnie.
- Nie mogę. Jutro mam bardzo zajęty dzień.- Usiadł w fotelu przed jej biurkiem. Był przekonany, że ona go unika. - Czy tak już zawsze będzie Rukia?
Wyrównała leżące przed sobą teczki.
- Nie wiem, o czym mówisz.
- Myślę, że wiesz - powiedział lekko zniecierpliwiony.- Myślę, że mnie unikasz.
- Wcale nie. - Żeby być przekonując, spojrzała mu w oczy. - Po prostu jestem zajęta.
Jak cholera pomyślał.
- Chcę z tobą porozmawiać o projekcie Vinoson. Przy kolacji. Zmień plany.
- Ichigo...
- Bądź gotowa o szóstej.
Wstał i wyszedł, a gdy doszedł do swojego gabinetu, kipiał ze złości. Kogo ona oszukuję? Nawet na niego nie spojrzała podczas rozmowy. Czy spotyka się z kimś, i to tak szybko po tym, jak się kochali?
Zaczął obwiniać siebie. Rukia ostrzegała, że jeśli będą mieli romans, może to wpłynąć na ich stosunki w pracy, a on to zignorował. Teraz wszystko zepsuł. Nigdy przedtem nie rozkazywał kobiecie, ale nie mógł przestać o niej myśleć. Gdy tylko ją widział, wyobrażał sobie, że się z nią kocha. Na swoim biurku. W jej gabinecie. W windzie.
A ona zachowywała się, jakby powrót do wyłącznie zawodowych stosunków nie sprawiał jej żadnego problemu. Może by przypuszczać, że zupełnie zapomniała o tym weekendzie.
Z rozmyślenia wyrwał go dźwięk intercomu.
Kolejny rozdział nie wiem kiedy dodam.
piątek, 23 maja 2014
czwartek, 17 kwietnia 2014
Dzikę godziny - 2
- A ty kim jesteś?
Wypuścił powietrze, a jego oddech zadudnił w głośnikach.
- Nieważne. Dzwoniłem w sprawie tabloidów.
- No tak, chłopiec nietoperz. Myślisz, że chłopiec nietoperz to wampir?
- Nie do końca. Ale zanim to wyśmiejesz, pomyśl, co naprawdę może tam być.
Właściwie nie musiałam myśleć. Już to wiedziałam.
- Dzięki za radę.
Rozłączył się.
- Cóż za intrygujący telefon - powiedziałam na wpół do siebie, niemal zapominając, że jestem na antenie.
Świat o którym mówił - wampiry, wilkołaki, zjawiska naturalne - jest nawet tajemnicą dla tych, którzy przez nieuwagę się w nim znaleźli. Ludzie lądują w nim przez przypadek i od razu są rzuceni na głęboką wodę. Zwykle toną. Będąc tam, nie rozmawia się o tym z ludzi z zewnątrz, no bo kto uwierzył? Ale my tak naprawdę wcale nie rozmawialiśmy, prawda? To nocny program radiowy. Dowcip. Wyprostowałam ramiona i zebrałam myśli.
- No dobrze. To nasuwa sporo pytań. Powiedzcie mi, czy właśnie zadzwonił tu jakiś świr? A może takie rzeczy naprawdę istnieją? Możecie mi opowiedzieć o czymś, co właściwie nie powiano w ogóle istnieć? Dzwonicie. - Puściłam Concrete Blonde i czekałam.
Lampka sygnalizująca przychodząca połączenie zaświeciła się w telefonie, zanim zabrzmiały pierwsze basy w piosence. Nie byłam pewna, czy chcę z kimkolwiek rozmawiać. Jeśli zachowam żartobliwy ton, będę mogła udawać, że wszystko jest w normie.
Odebrałam telefon.
- Proszę zaczekać - powiedziałam i zaczekałam na koniec piosenki. Odetchnęłam kilka razy głęboko, licząc, że może rozmówca chce tylko, żebym puściła Peral Jam.
- Witam. Z tej strony Rukia.
- Cześć, chyba wiem, o czym mówił ten facet. Wiesz, że w tej okolicy podobno nie ma wilków od jakiś pięć dziesięciu lat? No więc moi starzy mają domek w Nederland i mogłam przysiąc, że słyszałam tam wycie wilków. Słyszę je co lato. Dzwoniłam nawet raz w tej sprawie do leśniczych, ale powiedzieli mi to samo. Że wilki wyginęły. Tylko że ja w to nie wierzę.
- Jesteś pewna, że to wilk a nie kojot? - Próbowałam reagować normalnie. Udawać sceptyka. Ale byłam w tych lasach i wiedziałam, że kobieta ma rację. Przy najmniej częściowo.
- Umiem rozpoznać kojota, a to wycie było całkiem inne. Może... może to coś innego. Wilkołaki albo coś w tym stylu, no nie wiem.
- Widziałaś je kiedyś?
- Nie. Trochę się boję chodzić tam w nocy.
- I chyba dobrze. Dzięki za telefon.
Rozłączyłam się, ale już czekał następny rozmówca.
Wypuścił powietrze, a jego oddech zadudnił w głośnikach.
- Nieważne. Dzwoniłem w sprawie tabloidów.
- No tak, chłopiec nietoperz. Myślisz, że chłopiec nietoperz to wampir?
- Nie do końca. Ale zanim to wyśmiejesz, pomyśl, co naprawdę może tam być.
Właściwie nie musiałam myśleć. Już to wiedziałam.
- Dzięki za radę.
Rozłączył się.
- Cóż za intrygujący telefon - powiedziałam na wpół do siebie, niemal zapominając, że jestem na antenie.
Świat o którym mówił - wampiry, wilkołaki, zjawiska naturalne - jest nawet tajemnicą dla tych, którzy przez nieuwagę się w nim znaleźli. Ludzie lądują w nim przez przypadek i od razu są rzuceni na głęboką wodę. Zwykle toną. Będąc tam, nie rozmawia się o tym z ludzi z zewnątrz, no bo kto uwierzył? Ale my tak naprawdę wcale nie rozmawialiśmy, prawda? To nocny program radiowy. Dowcip. Wyprostowałam ramiona i zebrałam myśli.
- No dobrze. To nasuwa sporo pytań. Powiedzcie mi, czy właśnie zadzwonił tu jakiś świr? A może takie rzeczy naprawdę istnieją? Możecie mi opowiedzieć o czymś, co właściwie nie powiano w ogóle istnieć? Dzwonicie. - Puściłam Concrete Blonde i czekałam.
Lampka sygnalizująca przychodząca połączenie zaświeciła się w telefonie, zanim zabrzmiały pierwsze basy w piosence. Nie byłam pewna, czy chcę z kimkolwiek rozmawiać. Jeśli zachowam żartobliwy ton, będę mogła udawać, że wszystko jest w normie.
Odebrałam telefon.
- Proszę zaczekać - powiedziałam i zaczekałam na koniec piosenki. Odetchnęłam kilka razy głęboko, licząc, że może rozmówca chce tylko, żebym puściła Peral Jam.
- Witam. Z tej strony Rukia.
- Cześć, chyba wiem, o czym mówił ten facet. Wiesz, że w tej okolicy podobno nie ma wilków od jakiś pięć dziesięciu lat? No więc moi starzy mają domek w Nederland i mogłam przysiąc, że słyszałam tam wycie wilków. Słyszę je co lato. Dzwoniłam nawet raz w tej sprawie do leśniczych, ale powiedzieli mi to samo. Że wilki wyginęły. Tylko że ja w to nie wierzę.
- Jesteś pewna, że to wilk a nie kojot? - Próbowałam reagować normalnie. Udawać sceptyka. Ale byłam w tych lasach i wiedziałam, że kobieta ma rację. Przy najmniej częściowo.
- Umiem rozpoznać kojota, a to wycie było całkiem inne. Może... może to coś innego. Wilkołaki albo coś w tym stylu, no nie wiem.
- Widziałaś je kiedyś?
- Nie. Trochę się boję chodzić tam w nocy.
- I chyba dobrze. Dzięki za telefon.
Rozłączyłam się, ale już czekał następny rozmówca.
środa, 26 marca 2014
Dzikę godziny. - 1
Postanowiłam coś innego dodać mam nadzieje, że wam się spodoba jest to całkiem inny klimat. Nie będę się za bardzo rozpisywała zapraszam na pierwszy rozdział oraz dziękuję za komentarze. Jaki rozdział z opowiadania mam dodać kolejny czekam na wasze opinie. Pozdrawiam
Cisnęłam plecak w kąt studia i przybiłam piątkę wychodzącemu Rodneyowi.
- Cześć Ru, jeszcze raz wielkie dzięki, że wzięłaś nocki- powiedział. Puścił jakąś trzeciorzędną kapelę grunge'ową, która doprowadzała mnie do szału, ale i tak się uśmiechnęłam.
- Żaden problem.
- Kiedyś nie lubiłaś nocnej zmiany.
Miał rację. W ciągu ostatnich miesięcy zdecydowanie przeszłam na nocny tryb życia.
- Ludzie się zmieniają.
- No to baw się dobrze.
W końcu studio miałam dla siebie. Przytłumiłam światła, konsola rozjarzyła się, a przyciski i pokrętła nabrały futurystycznego i złowieszczego wyglądu.
Związałam swoje ciemne krucze włosy w kucyk. Miałam na sobie dżinsy i przydłużą bluzę, mocno spraną. Jedna zaleta pracy na nocną zmianę w radiu- nie musiałam dla nikogo się stroić.
Nałożyłam słuchawki i usiadłam na krześle, które kółka skrzypiały, a obicie było podarte. Jak najszybciej puściłam swoją muzykę. Bauhaus zaraz po Pogues. To ich obudzi. Didżej jest jak Bóg. Byłam władcą eteru. A didżej w alternatywnej rozgłośni publicznej? To Bóg z misją. To myśl, że jesteś pierwszą osobą, która odkryła The Clash, i musisz obwieścić to światu. Moje złudzenie co do potęgi didżeja radiowego zdążyły się już w znacznej mierze rozwiać. Zaczynałam pierwsze kroki w rozgłośni uniwersyteckiej, kilka lat temu skończyłam studia na stażu w Pokrętle dostałam swój program. Mogłam mieć głowę pełną filozoficznych myśli, wielkich ideałów i opinii, które chciałam wyrazić. Ale poza kampusem każdy miał to gdzieś. Świat był trochę większy, a ja czułam się zagubiona. Uniwerek miał to zmienić, prawda.
Włączyłam mikrofon.
- Dobry wieczór, Denver. Wita was Rukia i Pokrętło. Jest godzina zero zero, a ja się nudzę, co oznacza, że będę was zabawiać niedorzecznościami do czasu, aż ktoś zadzwoni z prośbą o piosenkę nagraną przed rokiem dziewięćdziesiątym.
- Mam przed sobą najnowsze wydanie ''Wiadomości ze Świata. Kupiłam razem z mrożonym burrito na obiat. Nagłówek brzmi: " Chłopiec nietoperz atakuję zakonnice". W tym roku już chyba dziesiąta historyjka o chłopcu nietoperzu. Ten dzieciak jest naprawdę wszędzie - chociaż piszą o nim od tak dawna, że musi mieć koło pięćdziesiątki, nie? W każdym razie, skoro jest go wszędzie pełno, a przynajmniej według dzielnych reporterów " Wiadomości ze Świata", domyślam się, że ktoś musiał go widzieć. Czy ktoś z was widział chłopca nietoperza? Chętnie posłucham. Możecie dzwonić.
To niesamowite, ale w tej chwili dostałam pierwszy telefon. Nie musiałam się prosić.
- Witam.
- Eee, no, się ma. Cześć. Hm, możesz puścić Pearl Jam?
- Słuchałeś, co w ogóle mówiłam? Nie po osiemdziesiątym dziewiątym. Cześć.
Kolejny rozmówca już czekał. Super.
- Cześć.
- Wierzysz w wampiry?
Zamilkłam. Każdy inny didżej bez zastanowienia użył jakieś gładkiej riposty - to tylko kolejny nocny dziwak szukający zainteresowania. Ale ja wiedziałam swoje.
- Jeśli powiem tak, opowiesz mi jakąś fajną historię?
- Wiec wierzysz? - To był mężczyzna. Mówił wyraźnym, mocnym głosem.
W moim słychać było, że się uśmiecham.
- Tak
- Te historyjki o chłopcu nietoperzu to moim zdaniem przykrywka. Wszystkie te bajki z tabloidów i z programów telewizyjnych typu Niezbędny świat...
- Tak?
- Wszyscy myślą, że to ściema. Przesadzone, dziwaczne. Kupa bzdur. A wiec skoro wszyscy uważają, że to ściema, jeśli coś z tego naprawdę istnieje, nikt w to nie uwierzy.
- Coś jak chować się na widoku, o to ci chodzi? Gadać o dziwnych, naturalnych sprawach tak długo, żeby je ośmieszyć i odwrócić uwagę od prawdy?
- Dokładnie.
- A wiec kto to tak właściwie tuszuje?
- Oni. Wampiry. Tuszują wszystko. Wampiry, wilkołaki, magię. kręgi zbożowe...
- Przyhamuj, Van Helsing.
- Nie nazywaj mnie tak! - Chyba naprawdę się wściekł.
- Czemu nie?
- Bo... nie mam z nim nic wspólnego. To był morderca
Włosy na rękach stanęły mi dęba .Nachyliłam się do mikrofonu.
- A ty kim jesteś?
Cisnęłam plecak w kąt studia i przybiłam piątkę wychodzącemu Rodneyowi.
- Cześć Ru, jeszcze raz wielkie dzięki, że wzięłaś nocki- powiedział. Puścił jakąś trzeciorzędną kapelę grunge'ową, która doprowadzała mnie do szału, ale i tak się uśmiechnęłam.
- Żaden problem.
- Kiedyś nie lubiłaś nocnej zmiany.
Miał rację. W ciągu ostatnich miesięcy zdecydowanie przeszłam na nocny tryb życia.
- Ludzie się zmieniają.
- No to baw się dobrze.
W końcu studio miałam dla siebie. Przytłumiłam światła, konsola rozjarzyła się, a przyciski i pokrętła nabrały futurystycznego i złowieszczego wyglądu.
Związałam swoje ciemne krucze włosy w kucyk. Miałam na sobie dżinsy i przydłużą bluzę, mocno spraną. Jedna zaleta pracy na nocną zmianę w radiu- nie musiałam dla nikogo się stroić.
Nałożyłam słuchawki i usiadłam na krześle, które kółka skrzypiały, a obicie było podarte. Jak najszybciej puściłam swoją muzykę. Bauhaus zaraz po Pogues. To ich obudzi. Didżej jest jak Bóg. Byłam władcą eteru. A didżej w alternatywnej rozgłośni publicznej? To Bóg z misją. To myśl, że jesteś pierwszą osobą, która odkryła The Clash, i musisz obwieścić to światu. Moje złudzenie co do potęgi didżeja radiowego zdążyły się już w znacznej mierze rozwiać. Zaczynałam pierwsze kroki w rozgłośni uniwersyteckiej, kilka lat temu skończyłam studia na stażu w Pokrętle dostałam swój program. Mogłam mieć głowę pełną filozoficznych myśli, wielkich ideałów i opinii, które chciałam wyrazić. Ale poza kampusem każdy miał to gdzieś. Świat był trochę większy, a ja czułam się zagubiona. Uniwerek miał to zmienić, prawda.
Włączyłam mikrofon.
- Dobry wieczór, Denver. Wita was Rukia i Pokrętło. Jest godzina zero zero, a ja się nudzę, co oznacza, że będę was zabawiać niedorzecznościami do czasu, aż ktoś zadzwoni z prośbą o piosenkę nagraną przed rokiem dziewięćdziesiątym.
- Mam przed sobą najnowsze wydanie ''Wiadomości ze Świata. Kupiłam razem z mrożonym burrito na obiat. Nagłówek brzmi: " Chłopiec nietoperz atakuję zakonnice". W tym roku już chyba dziesiąta historyjka o chłopcu nietoperzu. Ten dzieciak jest naprawdę wszędzie - chociaż piszą o nim od tak dawna, że musi mieć koło pięćdziesiątki, nie? W każdym razie, skoro jest go wszędzie pełno, a przynajmniej według dzielnych reporterów " Wiadomości ze Świata", domyślam się, że ktoś musiał go widzieć. Czy ktoś z was widział chłopca nietoperza? Chętnie posłucham. Możecie dzwonić.
To niesamowite, ale w tej chwili dostałam pierwszy telefon. Nie musiałam się prosić.
- Witam.
- Eee, no, się ma. Cześć. Hm, możesz puścić Pearl Jam?
- Słuchałeś, co w ogóle mówiłam? Nie po osiemdziesiątym dziewiątym. Cześć.
Kolejny rozmówca już czekał. Super.
- Cześć.
- Wierzysz w wampiry?
Zamilkłam. Każdy inny didżej bez zastanowienia użył jakieś gładkiej riposty - to tylko kolejny nocny dziwak szukający zainteresowania. Ale ja wiedziałam swoje.
- Jeśli powiem tak, opowiesz mi jakąś fajną historię?
- Wiec wierzysz? - To był mężczyzna. Mówił wyraźnym, mocnym głosem.
W moim słychać było, że się uśmiecham.
- Tak
- Te historyjki o chłopcu nietoperzu to moim zdaniem przykrywka. Wszystkie te bajki z tabloidów i z programów telewizyjnych typu Niezbędny świat...
- Tak?
- Wszyscy myślą, że to ściema. Przesadzone, dziwaczne. Kupa bzdur. A wiec skoro wszyscy uważają, że to ściema, jeśli coś z tego naprawdę istnieje, nikt w to nie uwierzy.
- Coś jak chować się na widoku, o to ci chodzi? Gadać o dziwnych, naturalnych sprawach tak długo, żeby je ośmieszyć i odwrócić uwagę od prawdy?
- Dokładnie.
- A wiec kto to tak właściwie tuszuje?
- Oni. Wampiry. Tuszują wszystko. Wampiry, wilkołaki, magię. kręgi zbożowe...
- Przyhamuj, Van Helsing.
- Nie nazywaj mnie tak! - Chyba naprawdę się wściekł.
- Czemu nie?
- Bo... nie mam z nim nic wspólnego. To był morderca
Włosy na rękach stanęły mi dęba .Nachyliłam się do mikrofonu.
- A ty kim jesteś?
wtorek, 25 marca 2014
Rozdział osiemnasty .
- Byłaś ostatnio zajęta - skomętował, biorąc od niej papiery. Zerknął i rzucił na biurko.
Spojrzał na nią kątem oka. Ubrana była w ciemnoczerwony żakiet. Nosiła go już wcześniej, ale nigdy przedtem nie miał takiej ochoty, żeby goz niej zerwać.
- Miałam bardzo napietyterminarz - powiedziała, zerkając w jego stronę. - Moja sekretarka musiała przełorzyć spotkania z piątku, kiedy pojechalismy... - Przerwała, przerażona, że nawiązała do ich pobytu w Vermont.
- Pojechaliśmy na narty? - skończył za nią Ichigo, wiedząc, dlaczego zawahała.
- No tak.
Spojrzał na zegarek.
- Czy jesteś wolna dziś wieczorem na kolację? - spytał.
Popatrzyła na niego.
- Na kolację?
- Chciałem obmówić projękt Vinsom.
Mieszcząca się w Kalifornii Vinson Corporationbyła najbardziej znaną w Stanach spółką lotniczą i kontrakt na unowocześnienie ich systemu komputerowego ustaliłby pozycję ich firmę na zachodnim wybrzeżu. Chciał, żeby Rukia zajeła się tym kontraktem.
- Hmm, mam już plany na wieczór.
Spojrzał na nią kątem oka. Ubrana była w ciemnoczerwony żakiet. Nosiła go już wcześniej, ale nigdy przedtem nie miał takiej ochoty, żeby goz niej zerwać.
- Miałam bardzo napietyterminarz - powiedziała, zerkając w jego stronę. - Moja sekretarka musiała przełorzyć spotkania z piątku, kiedy pojechalismy... - Przerwała, przerażona, że nawiązała do ich pobytu w Vermont.
- Pojechaliśmy na narty? - skończył za nią Ichigo, wiedząc, dlaczego zawahała.
- No tak.
Spojrzał na zegarek.
- Czy jesteś wolna dziś wieczorem na kolację? - spytał.
Popatrzyła na niego.
- Na kolację?
- Chciałem obmówić projękt Vinsom.
Mieszcząca się w Kalifornii Vinson Corporationbyła najbardziej znaną w Stanach spółką lotniczą i kontrakt na unowocześnienie ich systemu komputerowego ustaliłby pozycję ich firmę na zachodnim wybrzeżu. Chciał, żeby Rukia zajeła się tym kontraktem.
- Hmm, mam już plany na wieczór.
środa, 22 stycznia 2014
Za wszelką cenę. Rozdział. 1
Postanowiłam jak na razie zawiesić Przystań ze względu, że gdzieś notatki mi się zawieruszyli. A za to jest kolejne nowe całkiem opowiadanie Za wszelką cenę mam nadzieje, że się wam spodoba. Dziękuję za komentarze i opinię.
Rukia siedziała w elegackim poczekalni gabinetu Ichigo Kurosaki, który był właścicielem całego tego szklanego wieżowca w centrum Manhattanu.
Zdawała sobie sprawę, że Ichigo jest obecnie wielką szychą.Wszyscy zresztą w Newport Falls wiedzieli, że dzięki cieszkiej pracy został multimilionerem. Teraz miała przekonać się o jego awansie na własne oczy.
Musiała przywołać całą swą odwagę, żeby zjawić się w biurze Reilly Investment. Wciąż powtarzała sobie, że to przecież Ichigo, jej przyjaciel z dzieciństwa, i że nie ma się czego obawiać. W końcu opiekowała się nim wtedy, podczas przeziębień i ospy wietrznej czy teżjego kłótni z ojcem.
Mimo to nie opuszczał jej niepokój, a jakiś głosik w głowie nieustanie powtarzał, że przyjście tutaj było błędem i powinna natychmiast uciekać.
Zastanawiała się, czy rozpozna tego człowieka, którego prasa przestawiała jako pewnego siebie, agoranckiego milionera. Prawda, że Ichigo zawsze robił wrażenie zadufanego, lecz wiedziała, że to tylko pozory, i pod powiesznią sztucznej arogancji dostrzegła zagubionego chłopca. Był zawsze boleśnie świadomy tego, kim jest i skąd pochodzi oraz swojej pozycji najbiedniejszego dziecka w klasie. To kompleks pokrywał pewnym siebie zachowaniem. Przygładziła włosy, przekonana, że wyglonda okropnie. Było dopiero południe, lecz jej dzień zaczął się przed ośmioma godzinami. Musiała załatwić pewną sprawę w redakcji, a potem pożyczyła samochud od Marcelli, żeby móc przyjechać do miasta. Wprawdzie nie uśmiechało jej się jazda zdezelowanym autem przyjaciółki, ale nie miała wyboru. Nie stać jej było na naprawę własnego zapsutego wozu ani na podróż pociągiem czy samolotem. Od rozwodu z pieniędzmi było krucho. Zaś gazeta, należała od pokoleń do jej rodziny, przynosiła coraz większe straty. Rukia już od wielu miesiecy nie wypłacała sobie pensjii.
Rukia siedziała w elegackim poczekalni gabinetu Ichigo Kurosaki, który był właścicielem całego tego szklanego wieżowca w centrum Manhattanu.
Zdawała sobie sprawę, że Ichigo jest obecnie wielką szychą.Wszyscy zresztą w Newport Falls wiedzieli, że dzięki cieszkiej pracy został multimilionerem. Teraz miała przekonać się o jego awansie na własne oczy.
Musiała przywołać całą swą odwagę, żeby zjawić się w biurze Reilly Investment. Wciąż powtarzała sobie, że to przecież Ichigo, jej przyjaciel z dzieciństwa, i że nie ma się czego obawiać. W końcu opiekowała się nim wtedy, podczas przeziębień i ospy wietrznej czy teżjego kłótni z ojcem.
Mimo to nie opuszczał jej niepokój, a jakiś głosik w głowie nieustanie powtarzał, że przyjście tutaj było błędem i powinna natychmiast uciekać.
Zastanawiała się, czy rozpozna tego człowieka, którego prasa przestawiała jako pewnego siebie, agoranckiego milionera. Prawda, że Ichigo zawsze robił wrażenie zadufanego, lecz wiedziała, że to tylko pozory, i pod powiesznią sztucznej arogancji dostrzegła zagubionego chłopca. Był zawsze boleśnie świadomy tego, kim jest i skąd pochodzi oraz swojej pozycji najbiedniejszego dziecka w klasie. To kompleks pokrywał pewnym siebie zachowaniem. Przygładziła włosy, przekonana, że wyglonda okropnie. Było dopiero południe, lecz jej dzień zaczął się przed ośmioma godzinami. Musiała załatwić pewną sprawę w redakcji, a potem pożyczyła samochud od Marcelli, żeby móc przyjechać do miasta. Wprawdzie nie uśmiechało jej się jazda zdezelowanym autem przyjaciółki, ale nie miała wyboru. Nie stać jej było na naprawę własnego zapsutego wozu ani na podróż pociągiem czy samolotem. Od rozwodu z pieniędzmi było krucho. Zaś gazeta, należała od pokoleń do jej rodziny, przynosiła coraz większe straty. Rukia już od wielu miesiecy nie wypłacała sobie pensjii.
niedziela, 19 stycznia 2014
Rozdział.siedemnasty.
Stojąc na czerwonym świetle, Rukia przerzucała pocztę, którą wyjeła ze skrzynki po powrocie.Zatrzymała się przy białej kopercie z nadawcą kliniki sztucznego zapłodnienia. Otworzyła ją, przebiegła wzrokiem list i zatrzymała wzrok na ostatnich słowach ''Prosimy o telefon w najbliszym terminie celem wyznaczenia daty konsultacji.''
Serce jej podskoczyło.Zmieniło się światło i ruszyła dalej do pracy. Nim wyjechała z Ichigo, czekała na wiadomość z kliniki, żeby zacząć już procedurę sztucznego zapłodnienia. Teraz ten pomysł nie wydawał jej się słuszny. Poza tym, nie mogła umawiać się na konsultację, bo przecież mogła być już w ciąży!
Zaparkowała na swoim miejscu na biurowym parkingu i weszła do budynku. Rzuciła torebkę i teczkę na krzesło, i usiadła na fotelu przy biurku. Podparła głowę rekami. Jeśli nosi dziecko Ichigo, będzie zawsze pamiętała, że jest ono wynikiem oszustwa. Miała okazję powiedzieć Ichigo, że nie jest zabespieczona. Ale czekała, a później już się kochali, a potem... Co miała mu powiedzieć?
" Przepraszam, ale zapomniałam, że nie zażywam pigułki"?
'' Gdyby cię naprawdę obchodził, wiecej byś z nim nie spała."
To prawda, ale pragneła go od tak dawna. Nie potrafiła się oprzeć tej okazji, choćby tylko na weekend. A może nie była w ciąży. W końcu, to tylko parę razy. A jeśli nie, czy była szansa na jakiś związek między nimi? Na pewno coś do niej czuł, a jeśli to było tylko pożądanie, mogłoby się rozwinąć w inne uczucia. Tylko dlaczego uważała, że akurat ona go zmieni i on nagle stanie się amatorem stałego związku i rodziny?
Od powrotu z nart unikała znalezienia się sam na sam z Ichigo. Byli już od kilku dni w pracy, a jej udawało się siedzieć w swoim gabinecie. Spotkania na zewnątrz umawiała w godzinach, w których on był zajęty w biurze, żeby nie musiała się z nim spotkać. Za każdym razem, kiedy na niego spojrzała, serce bolało ją coraz bardziej.
Ichigo zachowywał się, jakby tego nie zauważał, właściwie tak samo, jak przed wyjazdem na narty. Nie ma co liczyć na jakiś uczucie z jego strony.
Rukia, nawet jeśli nie była w ciązy, nie wyobrażała sobie poddania się sztucznemu zapłodnieniu. Nie chiała już począć dziecka w jakieś sterylnej klinice. Przecież z Ichigo zupełnie to wykluczyły.
- Jesteś zajęta?
Na dzwiek jego głosu uniosła głowę i zobaczyła Ichigo w dzwiach swojego gabinetu. Był bez marynarki, podwiniete rękawy srebnoszarej koszuli odsłaniały ciemne owłosienia na rękach. Ten ból we wnętrzu pogłebiał się na jego widok.
- Właśnie wróciłam ze spodkania z Państwem Urahara. - Unikała kontaktu wzrokowego. - Siegneła do teczki, szukając czegoś. - Tu jest propozycja kontraktu z nimi, jeśli chcesz zerknąć.
Serce jej podskoczyło.Zmieniło się światło i ruszyła dalej do pracy. Nim wyjechała z Ichigo, czekała na wiadomość z kliniki, żeby zacząć już procedurę sztucznego zapłodnienia. Teraz ten pomysł nie wydawał jej się słuszny. Poza tym, nie mogła umawiać się na konsultację, bo przecież mogła być już w ciąży!
Zaparkowała na swoim miejscu na biurowym parkingu i weszła do budynku. Rzuciła torebkę i teczkę na krzesło, i usiadła na fotelu przy biurku. Podparła głowę rekami. Jeśli nosi dziecko Ichigo, będzie zawsze pamiętała, że jest ono wynikiem oszustwa. Miała okazję powiedzieć Ichigo, że nie jest zabespieczona. Ale czekała, a później już się kochali, a potem... Co miała mu powiedzieć?
" Przepraszam, ale zapomniałam, że nie zażywam pigułki"?
'' Gdyby cię naprawdę obchodził, wiecej byś z nim nie spała."
To prawda, ale pragneła go od tak dawna. Nie potrafiła się oprzeć tej okazji, choćby tylko na weekend. A może nie była w ciąży. W końcu, to tylko parę razy. A jeśli nie, czy była szansa na jakiś związek między nimi? Na pewno coś do niej czuł, a jeśli to było tylko pożądanie, mogłoby się rozwinąć w inne uczucia. Tylko dlaczego uważała, że akurat ona go zmieni i on nagle stanie się amatorem stałego związku i rodziny?
Od powrotu z nart unikała znalezienia się sam na sam z Ichigo. Byli już od kilku dni w pracy, a jej udawało się siedzieć w swoim gabinecie. Spotkania na zewnątrz umawiała w godzinach, w których on był zajęty w biurze, żeby nie musiała się z nim spotkać. Za każdym razem, kiedy na niego spojrzała, serce bolało ją coraz bardziej.
Ichigo zachowywał się, jakby tego nie zauważał, właściwie tak samo, jak przed wyjazdem na narty. Nie ma co liczyć na jakiś uczucie z jego strony.
Rukia, nawet jeśli nie była w ciązy, nie wyobrażała sobie poddania się sztucznemu zapłodnieniu. Nie chiała już począć dziecka w jakieś sterylnej klinice. Przecież z Ichigo zupełnie to wykluczyły.
- Jesteś zajęta?
Na dzwiek jego głosu uniosła głowę i zobaczyła Ichigo w dzwiach swojego gabinetu. Był bez marynarki, podwiniete rękawy srebnoszarej koszuli odsłaniały ciemne owłosienia na rękach. Ten ból we wnętrzu pogłebiał się na jego widok.
- Właśnie wróciłam ze spodkania z Państwem Urahara. - Unikała kontaktu wzrokowego. - Siegneła do teczki, szukając czegoś. - Tu jest propozycja kontraktu z nimi, jeśli chcesz zerknąć.
czwartek, 16 stycznia 2014
Porwana - Odcinek. 1
Ichigo Kurosaki rozglądał się po przestronnym salonie, jednak grupa roześmianych tancerek ani na chwilę nie przykuła jego uwagi. Czegoś wyraźnie brakowało w jego życiu. Być może nadal tęsknił za pełnym emocji czasem spędzonym w armii. Ciężko było mu zrezygnować ze służby, kiedy po śmierci ojca musiał przejąć pieczę nad rodzinnym majątkiem. W ciągu ostatnich trzech lat udało mu się tak trafnie zarządzać rodzinnymi finansami, że znacząco je pomnożył. Wciąż jednak nie mógł wyrwać się ze stanu przygnębienia. Myślał o Lilianie Ishida i o tym, że śledztwo w sprawie jej zaginięcia ustało w miejscu. Sumienie nie dawało mu spokoju , nie był pewny, czy istotnie zrobił wszystko, co w jego mocy. Miał nadzieje, że ostatnio zdobyte informację rzucą nowe światło na tę tajemniczą sprawę.
- Chyba powinienem wyjechać na wieś – zwrócił się do stojącego obok dżentelmena. W przeciwieństwie do rudowłosego, wysokiego i dobrze zbudowanego hrabiego Kurosaki, jego towarzysz był szczupłym mężczyzną, z jasnymi opadającymi na czoło włosami, które co chwila przesuwał dłonią.
- Ostatnio Londyn mnie męczy, a poza tym muszę zbadać nowy trop w sprawie Liliany.
- Jesteś pewien, że nic ci nie grozi? – zaniepokoił się Renji Abarai. – Jeśli nasze podejrzenia się okażą prawdziwe, to wydaje mi się, że nie wiele możemy zrobić. Maria szczęśliwie nie doznała żadnych uszczerbku, a co do panny Ishida… - Z rezygnacją potrząsnął głową w momencie, kiedy dołączył do nich kolejny dżentelmen. – Dobry wieczór, Kisuke, nie spodziewałem się spotkać cię tu dzisiaj.
-Nie miałem nic lepszego do roboty – oznajmił znudzony lord Urahara, który z pewnością zasługiwał na miano dandysa. Jego fular był tak wymyślony, że lord z trudem poruszał szyją. – Przedstawienie jest okropnie nudne nie sądzicie?
- Kurosaki podziela twoją opinię - rzekł Renji. – Rozmawialiśmy właśnie o tym, że należało dokonać zbadać sprawę Marii, choć według mnie nie warto zadzierać z Forsythe’em. To zbyt ryzykowne.
Maria była młoda, śliczną i odważną dziewczyną, siostrą jego szwagierki, i niedawno udało jej się uniknąć porwania.
- Odrobinie niebezpieczeństwa daje życiu pikanterii – skomentował lord Urahara, wyraźnie ożywiony. – Jeśli będziesz potrzebował mojej pomocy, Kurosaki, wiedz, że jestem do dyspozycji. Myślę, że Hilary założył podobna deklaracje, gdyby tu był. Co planujesz?
- Wyjdźmy stad, nie chciałbym, żeby ktoś nas podsłuchiwał – odpowiedział hrabia. – To prawda, nasz zmysły wiąże się ze sporem ryzykiem, ale musimy spróbować. Maria to odważna dziewczyna, a informacje, których nam udzieliła, rzuciły nowe światło na sprawę. Wznowiłem śledztwo i chciałbym wam opowiedzieć, czego się dowiedzieli się agenci, których wynająłem.
- Idziesz Abarai? – powiedział lord Urahara. – Chyba nic cię tu nie trzyma?
- Chodźmy – zgodził się Renji. – Myślę, że masz rację Kurosaki. Jeśli będziemy siedzieć z założonymi rękami, to nie wiadomo do czego jeszcze posunie się Forsythe.
Opuścili salony słynnego londyńskiego klubu Almacka i udali się do posiadłości Kurosakiego. Nie wiedzieli, że są śledzeni.
- Moja droga – zaczęła lady Wentworth, z niepokojem patrzeć na zatroskaną twarz Rukia. – Chyba nie sądzisz, że pozwolę ci pracować. Możesz przecież wyjechać ze mną do Bath tej jeseni. Traktuje cię jak własna córkę. Dlaczego tak się upierasz i nie chcesz z nami zamieszkać tutaj, w Worth Towers?
- Niestety, nie mogę przyjąć pani propozycji. – Rukia Kuchciki uśmiechnęła się przepraszająco. – Darzę panią ogromnym szacunkiem i sympatią, jestem dozgonnie wdzięczna za wszystko, co pani zrobiła dla mnie i Byakuya po śmierci ojca i potem, po śmierci naszej drogiej mamy… - łzy stanęły w oczach na wspomnienie ukochanej matki, która odeszła ta niespodziewanie. – Jeżeli się pani zgodzi, będę panią często odwiedzać, ale nie mogę tu zamieszkać na stałe. Nie chce być ciężarem. Wystarczy, że lord Wentworth był tak łaskawy i hojnie opłacił Byakuya cały semestr studiów w Oxfordzie. Do końca życia będę mu wdzięczna za to, że brat nie musiał rezygnować z nauki. Po za tym lady Masaki pilnie potrzebuje damy do towarzystwa i jestem rada, że wybrała właśnie mnie.
- Ale przecież w ogóle jej nie znasz, Rukia – próbowała jeszcze protestować lady Wentworth, niska, pulchna dama, która darzyła córkę zmarłej przyjaciółki szczerą przyjaźnią. – I wiedz, że nigdy nie byłaś dla mnie ciężarem.
- Ma pani wielkie serce – powiedziała Rukia – jednak dałam już słowo lady Misaki i nie wypada mi się wycofać.
-Skoro obiecałaś, że przyjmiesz tę posadę, drogie dziecko… - Ledy Wentworth westchnęła głęboko – ale musisz mi obiecać, że wrócisz do nas, jeśli kiedykolwiek poczujesz się tam nieszczęśliwa.
- Oczywiście – zapewniła z przekonaniem Rukia. Ciepło uśmiechnęła się do damy, która przez ponad dwadzieścia lat była najlepsza przyjaciółka jej matki. – Nie śmiem nawet myśleć, co poczęłabym nasza biedna matka bez pani wsparcia po śmierci ojca. Zwłaszcza kiedy okazało się , że wskutek tego nieszczęsnego zakładu z panem Forsythe’em stracił cały majątek. Nie wiem, jak potoczyły się nasze losy, gdyby nie pozwoliła nam pani zamieszkać Worth Park. – Łzy stanęły jej w oczach na myśl o tym, jak trudne chwile przeżyły wraz z matką po śmierci ojca. Matka przypłaciła to życiem. – Nigdy nie zdołam odwdzięczyć się za pani dobroć…
- Nie bądź niemądra, dziecko. - Lady Wentworth wzdrygnęła się na wspomnienie okoliczności, w jakich sir Edwin Kuchiki stracił dom. Kto by pomyślał, że zakład okaże się tak tragiczny w skutkach? – Mój mąż długo nie mógł uwierzyć, że jego stary przyjaciel postąpił tak lekkomyślnie i roztrwonił cały majątek na wyścigach konnych. Okazało się, że są świadkowie i że najprawdopodobniej twój ojciec był tego dnia pod wpływem alkoholu.
- I to najbardziej mnie zastanawia. – Rukia zamyśliła się. – Przecież ojciec stronił od alkoholu. Świętej pamięci mama nawet na łożu śmierci powiedziała, że ojciec został oszukany, że dobro rodziny było dla niego najważniejsze. Choć dowody świadczą o niewierności taty. Ojciec nie był lekkomyślny.
- Tak też uważa mój mąż – przyznała lady Wentworth . – A mimo to nie udało mu się obalić zeznań światków. Jednym z nich był pan Abarai, człowiek prawy , uczciwy I z pewnością godny zaufania. Lord Wentworth już dawno złożyłby apelację gdyby nie to, że ufa panu Abarai’emu. Twierdzi, że nigdy by nie skłamał.
- Chyba powinienem wyjechać na wieś – zwrócił się do stojącego obok dżentelmena. W przeciwieństwie do rudowłosego, wysokiego i dobrze zbudowanego hrabiego Kurosaki, jego towarzysz był szczupłym mężczyzną, z jasnymi opadającymi na czoło włosami, które co chwila przesuwał dłonią.
- Ostatnio Londyn mnie męczy, a poza tym muszę zbadać nowy trop w sprawie Liliany.
- Jesteś pewien, że nic ci nie grozi? – zaniepokoił się Renji Abarai. – Jeśli nasze podejrzenia się okażą prawdziwe, to wydaje mi się, że nie wiele możemy zrobić. Maria szczęśliwie nie doznała żadnych uszczerbku, a co do panny Ishida… - Z rezygnacją potrząsnął głową w momencie, kiedy dołączył do nich kolejny dżentelmen. – Dobry wieczór, Kisuke, nie spodziewałem się spotkać cię tu dzisiaj.
-Nie miałem nic lepszego do roboty – oznajmił znudzony lord Urahara, który z pewnością zasługiwał na miano dandysa. Jego fular był tak wymyślony, że lord z trudem poruszał szyją. – Przedstawienie jest okropnie nudne nie sądzicie?
- Kurosaki podziela twoją opinię - rzekł Renji. – Rozmawialiśmy właśnie o tym, że należało dokonać zbadać sprawę Marii, choć według mnie nie warto zadzierać z Forsythe’em. To zbyt ryzykowne.
Maria była młoda, śliczną i odważną dziewczyną, siostrą jego szwagierki, i niedawno udało jej się uniknąć porwania.
- Odrobinie niebezpieczeństwa daje życiu pikanterii – skomentował lord Urahara, wyraźnie ożywiony. – Jeśli będziesz potrzebował mojej pomocy, Kurosaki, wiedz, że jestem do dyspozycji. Myślę, że Hilary założył podobna deklaracje, gdyby tu był. Co planujesz?
- Wyjdźmy stad, nie chciałbym, żeby ktoś nas podsłuchiwał – odpowiedział hrabia. – To prawda, nasz zmysły wiąże się ze sporem ryzykiem, ale musimy spróbować. Maria to odważna dziewczyna, a informacje, których nam udzieliła, rzuciły nowe światło na sprawę. Wznowiłem śledztwo i chciałbym wam opowiedzieć, czego się dowiedzieli się agenci, których wynająłem.
- Idziesz Abarai? – powiedział lord Urahara. – Chyba nic cię tu nie trzyma?
- Chodźmy – zgodził się Renji. – Myślę, że masz rację Kurosaki. Jeśli będziemy siedzieć z założonymi rękami, to nie wiadomo do czego jeszcze posunie się Forsythe.
Opuścili salony słynnego londyńskiego klubu Almacka i udali się do posiadłości Kurosakiego. Nie wiedzieli, że są śledzeni.
- Moja droga – zaczęła lady Wentworth, z niepokojem patrzeć na zatroskaną twarz Rukia. – Chyba nie sądzisz, że pozwolę ci pracować. Możesz przecież wyjechać ze mną do Bath tej jeseni. Traktuje cię jak własna córkę. Dlaczego tak się upierasz i nie chcesz z nami zamieszkać tutaj, w Worth Towers?
- Niestety, nie mogę przyjąć pani propozycji. – Rukia Kuchciki uśmiechnęła się przepraszająco. – Darzę panią ogromnym szacunkiem i sympatią, jestem dozgonnie wdzięczna za wszystko, co pani zrobiła dla mnie i Byakuya po śmierci ojca i potem, po śmierci naszej drogiej mamy… - łzy stanęły w oczach na wspomnienie ukochanej matki, która odeszła ta niespodziewanie. – Jeżeli się pani zgodzi, będę panią często odwiedzać, ale nie mogę tu zamieszkać na stałe. Nie chce być ciężarem. Wystarczy, że lord Wentworth był tak łaskawy i hojnie opłacił Byakuya cały semestr studiów w Oxfordzie. Do końca życia będę mu wdzięczna za to, że brat nie musiał rezygnować z nauki. Po za tym lady Masaki pilnie potrzebuje damy do towarzystwa i jestem rada, że wybrała właśnie mnie.
- Ale przecież w ogóle jej nie znasz, Rukia – próbowała jeszcze protestować lady Wentworth, niska, pulchna dama, która darzyła córkę zmarłej przyjaciółki szczerą przyjaźnią. – I wiedz, że nigdy nie byłaś dla mnie ciężarem.
- Ma pani wielkie serce – powiedziała Rukia – jednak dałam już słowo lady Misaki i nie wypada mi się wycofać.
-Skoro obiecałaś, że przyjmiesz tę posadę, drogie dziecko… - Ledy Wentworth westchnęła głęboko – ale musisz mi obiecać, że wrócisz do nas, jeśli kiedykolwiek poczujesz się tam nieszczęśliwa.
- Oczywiście – zapewniła z przekonaniem Rukia. Ciepło uśmiechnęła się do damy, która przez ponad dwadzieścia lat była najlepsza przyjaciółka jej matki. – Nie śmiem nawet myśleć, co poczęłabym nasza biedna matka bez pani wsparcia po śmierci ojca. Zwłaszcza kiedy okazało się , że wskutek tego nieszczęsnego zakładu z panem Forsythe’em stracił cały majątek. Nie wiem, jak potoczyły się nasze losy, gdyby nie pozwoliła nam pani zamieszkać Worth Park. – Łzy stanęły jej w oczach na myśl o tym, jak trudne chwile przeżyły wraz z matką po śmierci ojca. Matka przypłaciła to życiem. – Nigdy nie zdołam odwdzięczyć się za pani dobroć…
- Nie bądź niemądra, dziecko. - Lady Wentworth wzdrygnęła się na wspomnienie okoliczności, w jakich sir Edwin Kuchiki stracił dom. Kto by pomyślał, że zakład okaże się tak tragiczny w skutkach? – Mój mąż długo nie mógł uwierzyć, że jego stary przyjaciel postąpił tak lekkomyślnie i roztrwonił cały majątek na wyścigach konnych. Okazało się, że są świadkowie i że najprawdopodobniej twój ojciec był tego dnia pod wpływem alkoholu.
- I to najbardziej mnie zastanawia. – Rukia zamyśliła się. – Przecież ojciec stronił od alkoholu. Świętej pamięci mama nawet na łożu śmierci powiedziała, że ojciec został oszukany, że dobro rodziny było dla niego najważniejsze. Choć dowody świadczą o niewierności taty. Ojciec nie był lekkomyślny.
- Tak też uważa mój mąż – przyznała lady Wentworth . – A mimo to nie udało mu się obalić zeznań światków. Jednym z nich był pan Abarai, człowiek prawy , uczciwy I z pewnością godny zaufania. Lord Wentworth już dawno złożyłby apelację gdyby nie to, że ufa panu Abarai’emu. Twierdzi, że nigdy by nie skłamał.
poniedziałek, 11 listopada 2013
PORWANA - Prolog
- Naprawdę uważasz, że Liliana została porwana?! – zawołał Ichigo Kurosaki, z przerażeniem patrząc na przyjaciela. To , co właśnie usłyszał, było niewiarygodne. Uryu Ishida zatrzymał zbolałe spojrzenie na twarz Ichigo.
- Przecież znaleźliśmy jej szal na skraju parku. Były też wyraźne ślady walki, odciski stóp i kół powozu.
- Ale kto mógłby… - Ichigo urwał i z niepokojem spojrzał na Uryu. Przyjaźnili się przez całe życie, a Lili Ishida była dla niego prawie jak siostra. Urocza dziewczyna! Jeszcze kilka dni temu udzielał jej lekcji tańca, pomagając przygotować się do zaplanowanego na lato debiutu towarzyskiego. – Jestem pewien, że… - próbował jeszcze pocieszać Uryu, ale widząc zatroskane oblicze przyjaciela, zamilkł.
- Już sam nie wiem, Ichigo, po prostu nie wiem. – Uryu westchnął. – Lili jest taka młoda… Nie ma nawet jeszcze narzeczonego. Ale nawet gdyby miała, to przecież nie zabroniłbym się im widywać. Wiedziała, że może na mnie liczyć w każdej sytuacji. Jestem pewien, że nigdy nie uciekłaby z domu. Stad moje przepuszczenie, że została uprowadzona.
Ichigo nie wiedział, co odpowiedzieć. Bywał w świecie i zetknął się już z podobnymi przypadkami. Młode, piękne dziewczęta znikły nagle z domów rodzinnych i zdarzało się, że były potem brutalnie wykorzystane. Myśl, że mała Lili mógł spotkać podobny los, był wprost nie do zniesienia. Ichigo wyobraził sobie, co teraz musi przeżywać jego drogi przyjaciel, nie mówiąc już o rozpaczy matki Liliany.
- Nie możesz tracić nadziei – powiedział, kładąc dłoń na ramieniu Uryu. – Znajdziemy Lilianę. Masz na to moje słowo. Nie spoczniemy, dopóki twoja siostra się nie odnajdzie.
- A jeśli ona…?
Uryu nie ukrywał przerażenia, ale próbował nie dopuszczać do siebie myśli o tym, że jego siostrze mogło stać się coś naprawdę złego.
- Najpierw musimy ją odszukać – stwierdził Ichigo. – Nie wolno ci tracić wiary, że twoja siostra bezpiecznie wróciła do domu.
To nie mogła być prawda! To wszystko musiało się jej śnić. Co za koszmar! Jak przez mgłę widziała majaczące nad nią sylwetki ludzi. Leżała na ziemi, na płachcie krwistoczerwonego jedwabiu, ale gdzie się znajdowała? Czy to możliwe? Była w lesie, który tonął w głębokich ciemnościach i tylko srebrzyste światło księżyca zdradzało, że nie była tam sama. Nagle ktoś się nad nią pochylił. Wydawał się nieprzeciętnie wysoki, ale czy to nie halucynacja po środkach, które jej podali? Na chwilę odzyskała ostrość widzenia. Stał nad nią mężczyzna… zupełnie nagi. Co się z nią działo? Czy to sen, czy jawa? To musi być koszmarny sen… na pewno jest we własnym łóżku, bezpieczna. A jednak rzeczywistość wydawała się temu przeczyć. Czuła, że dzieje się z nią coś niedobrego. Podczas jednego z przebłysków świadomości dotarło do niej, że została porwana, że to, co się wokół niej dzieje nie było tylko senną marą. Chciała otrząsnąć się, wyrwać ze stanu odurzenia. Krzyknęła przeraźliwie i wstała, z trudem powstrzymując drżenie. Choć nie w pełni przytomna, przeczuwała śmiertelne niebezpieczeństwo. Instynkt kazał jej ratować się ucieczką. Nie miała pojęcia, jak się tu znalazła ani kim byli otaczający ją ludzie. Wiedziała jedynie, że musi im uciec. Jeśli ją złapią, czeka ją śmierć.
I jakie macie wrażenia po prologu nowego opowiadania, które miało być pod koniec roku. Ta moja niecierpliwość, która sprawiła, że dziś wstawiłam opowiadanie.
- Przecież znaleźliśmy jej szal na skraju parku. Były też wyraźne ślady walki, odciski stóp i kół powozu.
- Ale kto mógłby… - Ichigo urwał i z niepokojem spojrzał na Uryu. Przyjaźnili się przez całe życie, a Lili Ishida była dla niego prawie jak siostra. Urocza dziewczyna! Jeszcze kilka dni temu udzielał jej lekcji tańca, pomagając przygotować się do zaplanowanego na lato debiutu towarzyskiego. – Jestem pewien, że… - próbował jeszcze pocieszać Uryu, ale widząc zatroskane oblicze przyjaciela, zamilkł.
- Już sam nie wiem, Ichigo, po prostu nie wiem. – Uryu westchnął. – Lili jest taka młoda… Nie ma nawet jeszcze narzeczonego. Ale nawet gdyby miała, to przecież nie zabroniłbym się im widywać. Wiedziała, że może na mnie liczyć w każdej sytuacji. Jestem pewien, że nigdy nie uciekłaby z domu. Stad moje przepuszczenie, że została uprowadzona.
Ichigo nie wiedział, co odpowiedzieć. Bywał w świecie i zetknął się już z podobnymi przypadkami. Młode, piękne dziewczęta znikły nagle z domów rodzinnych i zdarzało się, że były potem brutalnie wykorzystane. Myśl, że mała Lili mógł spotkać podobny los, był wprost nie do zniesienia. Ichigo wyobraził sobie, co teraz musi przeżywać jego drogi przyjaciel, nie mówiąc już o rozpaczy matki Liliany.
- Nie możesz tracić nadziei – powiedział, kładąc dłoń na ramieniu Uryu. – Znajdziemy Lilianę. Masz na to moje słowo. Nie spoczniemy, dopóki twoja siostra się nie odnajdzie.
- A jeśli ona…?
Uryu nie ukrywał przerażenia, ale próbował nie dopuszczać do siebie myśli o tym, że jego siostrze mogło stać się coś naprawdę złego.
- Najpierw musimy ją odszukać – stwierdził Ichigo. – Nie wolno ci tracić wiary, że twoja siostra bezpiecznie wróciła do domu.
To nie mogła być prawda! To wszystko musiało się jej śnić. Co za koszmar! Jak przez mgłę widziała majaczące nad nią sylwetki ludzi. Leżała na ziemi, na płachcie krwistoczerwonego jedwabiu, ale gdzie się znajdowała? Czy to możliwe? Była w lesie, który tonął w głębokich ciemnościach i tylko srebrzyste światło księżyca zdradzało, że nie była tam sama. Nagle ktoś się nad nią pochylił. Wydawał się nieprzeciętnie wysoki, ale czy to nie halucynacja po środkach, które jej podali? Na chwilę odzyskała ostrość widzenia. Stał nad nią mężczyzna… zupełnie nagi. Co się z nią działo? Czy to sen, czy jawa? To musi być koszmarny sen… na pewno jest we własnym łóżku, bezpieczna. A jednak rzeczywistość wydawała się temu przeczyć. Czuła, że dzieje się z nią coś niedobrego. Podczas jednego z przebłysków świadomości dotarło do niej, że została porwana, że to, co się wokół niej dzieje nie było tylko senną marą. Chciała otrząsnąć się, wyrwać ze stanu odurzenia. Krzyknęła przeraźliwie i wstała, z trudem powstrzymując drżenie. Choć nie w pełni przytomna, przeczuwała śmiertelne niebezpieczeństwo. Instynkt kazał jej ratować się ucieczką. Nie miała pojęcia, jak się tu znalazła ani kim byli otaczający ją ludzie. Wiedziała jedynie, że musi im uciec. Jeśli ją złapią, czeka ją śmierć.
I jakie macie wrażenia po prologu nowego opowiadania, które miało być pod koniec roku. Ta moja niecierpliwość, która sprawiła, że dziś wstawiłam opowiadanie.
środa, 6 listopada 2013
Rozdział. Szesnasty ostatni.
Rozejrzała się po pokoju, żeby sprawdzić, czy czegoś nie zostawiła.
- Czy to moje rękawiczki? - spytała.
- Proszę - podał jej.
Cholera, zachowywała się, jakby jej to nic nie obchodziło. Czy tylko on tak przeżywa nagłą zmianę planów.
- Dzięki.
Ichigo coś mruknął i zerknęła na niego. Wyczuł to, popatrzył i ich spojrzenia się spotkały. Pomyślał, że zauważył w jej oczach smutek, ale trwało to krótko, że może mu się wydawało.
- Przykro mi, że tak szybko.
Wzruszyła ramionami, starając się zachować spokój i uśmiechnęła się do niego przelotnie.
- W porzątku, to nie twoja wina. - Nie chciała, żeby czuł się winny. - Może to lepiej.
- Tak. - Pokręcił głową i popatrzył na nią , chcąc coś powiedzieć.
Co? Że nie chce, aby ich wspólny czas się skończył? Powiedziała mu przecież, że w przyszłości myśli o własnym domu, rodzinie, a on nie był facetem na związek. Tego nie mógł jej dać.
Ona określiła reguły, koniec po tym weekendzie, a on się zgodził. Nie wiedział tylko, jakie to będzie piekielnie trudne.
- Jeszcze szybko się wykąpię.
Nie czekając na jej odpowiedź, wpadł do łazienki.
Rukia siadła na łóżku z twarzą w dłoniach . Boże, jak mogła pomyśleć, że powróci, jak gdyby nigdy nic, do ich dawnych układów, włącznie zawodowych? Musiała. Ichigo na to przystanął i wydawało się, że nie ma z tym problemów. Kiedy wyszedł z łazienki, wypychała ostatnie rzeczy do torby.
- Muszę zabrać swoje rzeczy z łazienki i będę gotowa.
On wrzucił resztę i zapiął swoją walizkę. Rukia ściągnęła swoją z łóżka i postawiła na podłodze. Napięcie między nimi było tak silne, że wiedział, że ona musi je odczuwać. Musiał się powstrzymać, żeby jej nie dotknąć.
- Rukia? - Jego spojrzenie powędrowało na niepościelone łóżko, a potem na nią.
Wiedziała, czego on chce. Chciała tego samego. Jeszcze jeden raz i potem może zacząć życie bez niego.
- Och tak - wyszeptała i wtuliła się w jego ramiona.
Kiedy ją całował, długo i głęboko, przelatywały między nimi błyskawice. Ona odwzajemniła pocałunek, a jej pożądanie stawało się nie do zniesienia.
Jego ręce były pod jej swetrem , dotykały piersi twardniejących sutków.
- Tak - szepnęła, bo chciała, żeby jej dotykał wszędzie. Objęła go rękami i zaczęła ściągać jego sweter. - Szybko, proszę.
Zdjął jej sweter, pomógł przy ściąganiu swojego. Z dżinsów wyskoczył natychmiast, ale ona była szybsza. Wsunął ręce w jej włosy, przycisnął do siebie i wpił się w jej usta. Ich ciała się zetknęły i opadli na łóżko. Dotykali się łapczywie, ostatni raz.
Ichigo chciał zapamiętać wszystko - jej egzotyczny zapach, cudowne piersi i to, jak westchnęła, gdy w nią wszedł.
Rukia wbiła palce w jego ramiona i chciała, żeby to trwało jak najdłużej, ale tak na nią działał, że natychmiast poczuła, jak ją ogarnęły płomiennie, a potem rozpadła się na milion kawałeczków.
On czuł, że tu jest jego miejsce, że wszystko pasuje tak niewiarygodnie, aż go to przerażało. Chciał, żeby nie skończyło się to nigdy. Objął ją ciaśniej, aż sam przekroczył próg pożądania.
Ostatni raz.
Kolejny rozdział za 3 tyg lub jak coś się zmieni to szybciej.
- Czy to moje rękawiczki? - spytała.
- Proszę - podał jej.
Cholera, zachowywała się, jakby jej to nic nie obchodziło. Czy tylko on tak przeżywa nagłą zmianę planów.
- Dzięki.
Ichigo coś mruknął i zerknęła na niego. Wyczuł to, popatrzył i ich spojrzenia się spotkały. Pomyślał, że zauważył w jej oczach smutek, ale trwało to krótko, że może mu się wydawało.
- Przykro mi, że tak szybko.
Wzruszyła ramionami, starając się zachować spokój i uśmiechnęła się do niego przelotnie.
- W porzątku, to nie twoja wina. - Nie chciała, żeby czuł się winny. - Może to lepiej.
- Tak. - Pokręcił głową i popatrzył na nią , chcąc coś powiedzieć.
Co? Że nie chce, aby ich wspólny czas się skończył? Powiedziała mu przecież, że w przyszłości myśli o własnym domu, rodzinie, a on nie był facetem na związek. Tego nie mógł jej dać.
Ona określiła reguły, koniec po tym weekendzie, a on się zgodził. Nie wiedział tylko, jakie to będzie piekielnie trudne.
- Jeszcze szybko się wykąpię.
Nie czekając na jej odpowiedź, wpadł do łazienki.
Rukia siadła na łóżku z twarzą w dłoniach . Boże, jak mogła pomyśleć, że powróci, jak gdyby nigdy nic, do ich dawnych układów, włącznie zawodowych? Musiała. Ichigo na to przystanął i wydawało się, że nie ma z tym problemów. Kiedy wyszedł z łazienki, wypychała ostatnie rzeczy do torby.
- Muszę zabrać swoje rzeczy z łazienki i będę gotowa.
On wrzucił resztę i zapiął swoją walizkę. Rukia ściągnęła swoją z łóżka i postawiła na podłodze. Napięcie między nimi było tak silne, że wiedział, że ona musi je odczuwać. Musiał się powstrzymać, żeby jej nie dotknąć.
- Rukia? - Jego spojrzenie powędrowało na niepościelone łóżko, a potem na nią.
Wiedziała, czego on chce. Chciała tego samego. Jeszcze jeden raz i potem może zacząć życie bez niego.
- Och tak - wyszeptała i wtuliła się w jego ramiona.
Kiedy ją całował, długo i głęboko, przelatywały między nimi błyskawice. Ona odwzajemniła pocałunek, a jej pożądanie stawało się nie do zniesienia.
Jego ręce były pod jej swetrem , dotykały piersi twardniejących sutków.
- Tak - szepnęła, bo chciała, żeby jej dotykał wszędzie. Objęła go rękami i zaczęła ściągać jego sweter. - Szybko, proszę.
Zdjął jej sweter, pomógł przy ściąganiu swojego. Z dżinsów wyskoczył natychmiast, ale ona była szybsza. Wsunął ręce w jej włosy, przycisnął do siebie i wpił się w jej usta. Ich ciała się zetknęły i opadli na łóżko. Dotykali się łapczywie, ostatni raz.
Ichigo chciał zapamiętać wszystko - jej egzotyczny zapach, cudowne piersi i to, jak westchnęła, gdy w nią wszedł.
Rukia wbiła palce w jego ramiona i chciała, żeby to trwało jak najdłużej, ale tak na nią działał, że natychmiast poczuła, jak ją ogarnęły płomiennie, a potem rozpadła się na milion kawałeczków.
On czuł, że tu jest jego miejsce, że wszystko pasuje tak niewiarygodnie, aż go to przerażało. Chciał, żeby nie skończyło się to nigdy. Objął ją ciaśniej, aż sam przekroczył próg pożądania.
Ostatni raz.
Kolejny rozdział za 3 tyg lub jak coś się zmieni to szybciej.
poniedziałek, 4 listopada 2013
Rozdział szesnasty.
- Kierowniczka dzwoniła - wyjaśnił, upychając w torbie zwinięty kombinezon narciarski. odwrócił wzrok, żeby nie widziała, jak go to zabolało. - Droga jest już przejezdna, wiec czekają, aż zwolnimy pokój dla następnych gości.
Rukia zamrugała powiekami, żeby nie poleciały łzy.
- Kiedy? - zapytała cicho. Nie, to niemożliwe, żeby już był koniec.
- Jak najszybciej. Dali nam godzinę.
Zrobiło jej słabo. Sądząc po tym, w jakim pośpiechu i zdenerwowaniu Ichigo się pakował, spieszyło mu się do wyjazdu. Nie powinno jej to dziwić. Ten wspólny czas oznaczał dla niego seks bez zobowiązań.
- Dobrze - powiedziała cicho.
Podeszła do swoich bagaży, większą torbę położyła na łóżku. Wyjęła dżinsy, które założyła bez bielizny, bluzkę, też na gołe ciało i sweter. Nikt nie zauważy gdy będzie w kurtce.
-Zaraz będzie śniadanie - poinformował ją obojętnym tonem, żeby ukryć rozpacz.
Poczuła kulę w gardle. Do diabła, nie będzie płakała. Wyjazd stąd będzie najgorszym przeżyciem, jakiego doświadczyła.
- Może po prostu powinniśmy się jak najszybciej wynieść - powiedziała. Nie była w stanie nic przełknąć. - Możemy zjeść przed wyjściem do samolotu.
- Jeżeli chcesz.
Rukia zamrugała powiekami, żeby nie poleciały łzy.
- Kiedy? - zapytała cicho. Nie, to niemożliwe, żeby już był koniec.
- Jak najszybciej. Dali nam godzinę.
Zrobiło jej słabo. Sądząc po tym, w jakim pośpiechu i zdenerwowaniu Ichigo się pakował, spieszyło mu się do wyjazdu. Nie powinno jej to dziwić. Ten wspólny czas oznaczał dla niego seks bez zobowiązań.
- Dobrze - powiedziała cicho.
Podeszła do swoich bagaży, większą torbę położyła na łóżku. Wyjęła dżinsy, które założyła bez bielizny, bluzkę, też na gołe ciało i sweter. Nikt nie zauważy gdy będzie w kurtce.
-Zaraz będzie śniadanie - poinformował ją obojętnym tonem, żeby ukryć rozpacz.
Poczuła kulę w gardle. Do diabła, nie będzie płakała. Wyjazd stąd będzie najgorszym przeżyciem, jakiego doświadczyła.
- Może po prostu powinniśmy się jak najszybciej wynieść - powiedziała. Nie była w stanie nic przełknąć. - Możemy zjeść przed wyjściem do samolotu.
- Jeżeli chcesz.
piątek, 11 października 2013
Dobra wiadomość
Witam wszystkich którzy pokochali moje opowiadanie i historie bohaterów. Zastanawiam się jaki byście chcieli najpierw przeczytać nowy rozdział opowiadania "Wygrana Szansa " czy " Przystań". Zastanówcie się dobrze które opowiadanie podbiło wam serca macie czas do końca miesiąca.
poniedziałek, 31 grudnia 2012
ZAWIESZAM
Z przykrością muszę to napisać zawieszam bloga na czas nie określony z przyczyn naturalnych.
1) dostałam pracę i jak na razie ona jest dla mnie ważna.
2) brak weny oraz brak kompa:(
3) nie zamierzam kasować bloga lecz mam nadzieje że, w końcu dopiszę opowiadanie do końca.
Przepraszam, że tak długo nie dawałam znaku życia mam nadzieje, że wybaczycie mi to.
1) dostałam pracę i jak na razie ona jest dla mnie ważna.
2) brak weny oraz brak kompa:(
3) nie zamierzam kasować bloga lecz mam nadzieje że, w końcu dopiszę opowiadanie do końca.
Przepraszam, że tak długo nie dawałam znaku życia mam nadzieje, że wybaczycie mi to.
środa, 19 września 2012
Rozdział. Piętnasty
Kiedy leżeli razem, jeszcze lekko zdyszani, Ichigo poczuł, że Rukia się porusza. Objął mocno ramionami. Nigdzie jej nie puści, bo nie wiadomo, jakie znowu wymyśli warunki, gdy będzie miała zbyt wiele wolnego czasu.
Przypomniał sobie, co jej obiecał. Nigdy nie będzie w stanie zapomnieć, jak się z nią kochał. Dlaczego była inna niż pozostałe kobiety, z którymi był? Łatwo było stwierdzić jego uczucia do nich, zachować dystans.
Gdy analizował swoje stosunki do Rukia, powieki zaczęły opadać i zaczął walczyć ze snem. Nie chciał się obudzić i dowiedzieć, że to już ostatni dzień, jaki spędzili razem. Jakby to było najbardziej naturalne rzecz na świecie, objął ją, a ona wtuliła się w niego głębiej. Zadowolony, że nigdzie się nie wybierała, zasnął.
Dźwięk telefonu przestraszył Rukia, wyrwał ją ze snu. Kto to, do diabła, dzwoni? Nikt nie wie, że tu są. Chciała już sięgnąć do słuchawki, ale tak cudownie było leżeć pod kołdrą, wtulona w Ichigo, że nie mogła się zmusić do żadnego ruchu. Ichigo też się nie przejął, tylko objął ją mocniej. Telefon przestał dzwonić, a ona westchnęła, zaspana. Rzeczywistość, jak światło słoneczne do pokoju, zaczęła się wkradać w jej myśli.
Jak powiedziała Ichigo, najlepiej będzie, jeśli po powrocie zapomną, że kiedykolwiek uprawiali seks. Dla niej było nie możliwe. Nie wyobrażała sobie ani jednego dnia, żeby nie pamiętała, jak byli razem. Ichigo jednak przystał na jej warunki. To bolało. Gdyby chociaż trochę się posprzeczał, czułaby, że znaczy dla niego coś więcej niż seks bez zobowiązań. Cóż, kobiety wokół niego tłoczyły.
Był cudowny. Był słodki. I romantyczny, pomyślała, wspominając przejażdżkę saniami. Nie, nie chodziło mu o romans. Sam powiedział, że był to sposób na przeprosiny.
Pocałował cię.
Cóż, dali się ponieść chwili.
Powiedział też, że jest gorąca.
Flirtował, to był sposób Ichigo na rozmowę z kobietami. Nawet, jeśli uznał ją za atrakcyjną, dlaczego dopatrywać się czegoś więcej. W końcu nie jest Julią Roberts.
A seks?
Pożądanie, zwykłe pożądanie.
Ichigo poruszył się, pocałował ją w ramię, a ona obróciła się i spojrzała na niego. Przesunęła palcem po jego nosie.
- Myślałam, że jesteś rannym ptaszkiem – szepnęła.
Otworzył oczy.
- To było, zanim się dowiedziałem, jak to budzić się z tobą w łóżku. – Jego ręka powędrowała do jej piersi i pieściła ją delikatnie. – Wiesz, co myślę?
Zaburczało jej w brzuchu. Rozśmiała się i powiedziała:
- Czas na śniadanie?
Pocałował ją i uśmiechnął.
- Nie o tym myślałem. – Wsunął dłoń między jej uda. Miała taką delikatną i jedwabistą skórę. Jej ciało natychmiast reagowało na nią, serce zaczęło bić mocniej. Czuł niebezpieczeństwo. Rukia stała się zagrożeniem dla jego serca. – Chyba jednak najpierw cię nakarmię. Będziesz potrzebowała bardzo wiele siły.
Wstał, Rukia nie mogła od niego oderwać oczu. Brzuch miał płaski i twardy, mięśnie rąk i ramion napięły się, gdy wciągał spodnie od dresu. Zawsze uważała, że jest przystojny, ale bez ubrania był zabójczo przystojny.
- Zamówię jedzenie. Co byś chciała?
- Poproszę kawę i francuskie grzanki albo jakieś naleśniki. Przez ten czas wezmę szybki prysznic. – Znikła w łazience.
Ichigo zamówił śniadanie i gdy odłożył słuchawkę, zadzwonił telefon. Myślał, że to w związku z zamówieniem.
- Hallo?
- Panie Kurosaki, mówi Marjorie Bannon, kierowniczka. Informujemy wszystkich gości, którzy mieli wyjechać wczoraj, że droga jest już przejezdna.
- Przejezdna? Już? – Ichigo podszedł do okna. Śnieg, którego się spodziewano w nocy nie spadł, a na zewnątrz świeciło słonice.
- Chociaż zapowiadali śnieg na noc, front się zatrzymał – wyjaśniała – i opady są przewidziane na drugą połowę dnia. Służbie drogowej udało dotrzeć i usunąć zator.
- Rozumiem – powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Nie chcemy pana popędzać, ale mamy gości, którzy czekają, wiec musimy posprzątać pokoje. Byliśmy wdzięczni, gdyby państwo opuścili pokój w ciągu godziny.
- Godziny? – powtórzył załamany. Chciała, żeby wyjechali, a to oznaczało, że nigdy nie dotknie Rukia.
Zaklął pod nosem.
- Dobrze, za godzinę – odpowiedział i odłożył słuchawkę.
Nie może stąd wyjechać i znów być tylko szefem Rukia. Nie potrafi zapomnieć, jak to jest, gdy ją trzyma w ramionach. Nie chce.
Zaczął się pakować, byle jak, byle szybciej. W tym momencie uśmiechnięta Rukia wyszła z łazienki, ale uśmiech zamarł na jej ustach.
- Co się dzieję?
Wzrok Ichigo ogarniał ją całą. Owinęła się grubym ręcznikiem, zasłaniając najciekawsze części ciała, te, które teraz znał tak dokładnie i nigdy nie zapomni. Wszystko było zasłonięte prócz rąk i tych pięknych długich nóg, którymi go obejmowała.
Przypomniał sobie, co jej obiecał. Nigdy nie będzie w stanie zapomnieć, jak się z nią kochał. Dlaczego była inna niż pozostałe kobiety, z którymi był? Łatwo było stwierdzić jego uczucia do nich, zachować dystans.
Gdy analizował swoje stosunki do Rukia, powieki zaczęły opadać i zaczął walczyć ze snem. Nie chciał się obudzić i dowiedzieć, że to już ostatni dzień, jaki spędzili razem. Jakby to było najbardziej naturalne rzecz na świecie, objął ją, a ona wtuliła się w niego głębiej. Zadowolony, że nigdzie się nie wybierała, zasnął.
Dźwięk telefonu przestraszył Rukia, wyrwał ją ze snu. Kto to, do diabła, dzwoni? Nikt nie wie, że tu są. Chciała już sięgnąć do słuchawki, ale tak cudownie było leżeć pod kołdrą, wtulona w Ichigo, że nie mogła się zmusić do żadnego ruchu. Ichigo też się nie przejął, tylko objął ją mocniej. Telefon przestał dzwonić, a ona westchnęła, zaspana. Rzeczywistość, jak światło słoneczne do pokoju, zaczęła się wkradać w jej myśli.
Jak powiedziała Ichigo, najlepiej będzie, jeśli po powrocie zapomną, że kiedykolwiek uprawiali seks. Dla niej było nie możliwe. Nie wyobrażała sobie ani jednego dnia, żeby nie pamiętała, jak byli razem. Ichigo jednak przystał na jej warunki. To bolało. Gdyby chociaż trochę się posprzeczał, czułaby, że znaczy dla niego coś więcej niż seks bez zobowiązań. Cóż, kobiety wokół niego tłoczyły.
Był cudowny. Był słodki. I romantyczny, pomyślała, wspominając przejażdżkę saniami. Nie, nie chodziło mu o romans. Sam powiedział, że był to sposób na przeprosiny.
Pocałował cię.
Cóż, dali się ponieść chwili.
Powiedział też, że jest gorąca.
Flirtował, to był sposób Ichigo na rozmowę z kobietami. Nawet, jeśli uznał ją za atrakcyjną, dlaczego dopatrywać się czegoś więcej. W końcu nie jest Julią Roberts.
A seks?
Pożądanie, zwykłe pożądanie.
Ichigo poruszył się, pocałował ją w ramię, a ona obróciła się i spojrzała na niego. Przesunęła palcem po jego nosie.
- Myślałam, że jesteś rannym ptaszkiem – szepnęła.
Otworzył oczy.
- To było, zanim się dowiedziałem, jak to budzić się z tobą w łóżku. – Jego ręka powędrowała do jej piersi i pieściła ją delikatnie. – Wiesz, co myślę?
Zaburczało jej w brzuchu. Rozśmiała się i powiedziała:
- Czas na śniadanie?
Pocałował ją i uśmiechnął.
- Nie o tym myślałem. – Wsunął dłoń między jej uda. Miała taką delikatną i jedwabistą skórę. Jej ciało natychmiast reagowało na nią, serce zaczęło bić mocniej. Czuł niebezpieczeństwo. Rukia stała się zagrożeniem dla jego serca. – Chyba jednak najpierw cię nakarmię. Będziesz potrzebowała bardzo wiele siły.
Wstał, Rukia nie mogła od niego oderwać oczu. Brzuch miał płaski i twardy, mięśnie rąk i ramion napięły się, gdy wciągał spodnie od dresu. Zawsze uważała, że jest przystojny, ale bez ubrania był zabójczo przystojny.
- Zamówię jedzenie. Co byś chciała?
- Poproszę kawę i francuskie grzanki albo jakieś naleśniki. Przez ten czas wezmę szybki prysznic. – Znikła w łazience.
Ichigo zamówił śniadanie i gdy odłożył słuchawkę, zadzwonił telefon. Myślał, że to w związku z zamówieniem.
- Hallo?
- Panie Kurosaki, mówi Marjorie Bannon, kierowniczka. Informujemy wszystkich gości, którzy mieli wyjechać wczoraj, że droga jest już przejezdna.
- Przejezdna? Już? – Ichigo podszedł do okna. Śnieg, którego się spodziewano w nocy nie spadł, a na zewnątrz świeciło słonice.
- Chociaż zapowiadali śnieg na noc, front się zatrzymał – wyjaśniała – i opady są przewidziane na drugą połowę dnia. Służbie drogowej udało dotrzeć i usunąć zator.
- Rozumiem – powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Nie chcemy pana popędzać, ale mamy gości, którzy czekają, wiec musimy posprzątać pokoje. Byliśmy wdzięczni, gdyby państwo opuścili pokój w ciągu godziny.
- Godziny? – powtórzył załamany. Chciała, żeby wyjechali, a to oznaczało, że nigdy nie dotknie Rukia.
Zaklął pod nosem.
- Dobrze, za godzinę – odpowiedział i odłożył słuchawkę.
Nie może stąd wyjechać i znów być tylko szefem Rukia. Nie potrafi zapomnieć, jak to jest, gdy ją trzyma w ramionach. Nie chce.
Zaczął się pakować, byle jak, byle szybciej. W tym momencie uśmiechnięta Rukia wyszła z łazienki, ale uśmiech zamarł na jej ustach.
- Co się dzieję?
Wzrok Ichigo ogarniał ją całą. Owinęła się grubym ręcznikiem, zasłaniając najciekawsze części ciała, te, które teraz znał tak dokładnie i nigdy nie zapomni. Wszystko było zasłonięte prócz rąk i tych pięknych długich nóg, którymi go obejmowała.
piątek, 24 sierpnia 2012
List
Myśli kłębią się w mojej głowie. Wszystko wydaje się tak dziwne, niepewne...
Sama nie bardzo wiem, czego chcę...
Chodziliśmy ze sobą ponad rok. Oboje byliśmy w sobie zakochani. Było nam dobrze razem. Któregoś dnia coś się w naszym związku popsuło;tak bardzo bałam się Ciebie stracić. Czułam się taka bezradna. Nie wiedziałam co czynić by ratować naszą miłość.
W jesienne, dżdżyste popołudnie powiedziałeś " Żegnaj".
Płakałam nieustannie. Byleś najwspanialszym chłopcem i nie mogłam zrozumieć co się z nami stało,ale wtedy czułam do Ciebie nienawiść.
Przeżyłam trudne chwile. Kilogramy znikały błyskawicznie, wszystko było szare i smutne. Ale mieszkaliśmy w tym samym mieście,mieliśmy tych samych przyjaciół. Nie sposób było uniknąć spotkań.
Mijały tygodnie. Czas leczy wszystkie rany. Zycie nabierało blasku. Dostrzegłam to i nie umiałam nie cieszyć się z tego. Znów byłam sobą. miałam wielu przyjaciół. Nawet chyba zakochałam się,ale było to nie udane próba wymazania Twojego imienia z mojej pamięci. Wciąż myślałam z nadzieją, że wrócisz do mnie. Z czasem znów staliśmy się przyjaciółmi.
Czekałam...
Przed trzema dniami... przyszedłeś.
Przyszedłeś i zapytałeś co będzie z nami dalej. Chcesz wrócić, choć sam może nie jesteś siebie zbyt pewien. umówiliśmy się na kolejne spotkanie by poważnie porozmawiać.
Dzień ten zbliża się a ja siedzę i zastanawiam się jak mam postąpić. Czy spróbować od nowa?
Czy nie będę żałować?
A jeśli Cię odtrącę, czy nie zostanę straszliwie samotna?
A może wybrać tę przysłowiową "wolność"? Zabawy, flirty...
Mimo bólu, który mi zadałeś wciąż Cię kocham, i Ty chyba też zrozumiałeś, kim byłam dla Ciebie.
Muszę zdecydować,muszę wybrać. Tak bardzo tęsknię za Tobą!
Twoja Rukia. K
czwartek, 23 sierpnia 2012
Moja skryta miłość
- Rukia, obudź się! - ostry głos brata docierał do mnie
jakby z oddali. Ktoś bezlitośnie ściąga ze mnie ciepłą kołdrę. Gdy brat
znika,naciągam ją ponownie na głowę. Nie chcę się teraz budzić. Oczy i
myśli biegną z powrotem w sen, w marzenie, z którego brutalnie zostałam
wyrwana...
Studniówka. Dużo rozmawialiśmy,tańczyliśmy ze sobą. Ichigo traktował mnie bardzo poważnie,mimo iż byłam kilka lat starszy. Byłam szczęśliwa,że właśnie mną się zainteresował.
Gdy bal się skończył,wracaliśmy razem do domu.Mieszkaliśmy blisko siebie. Trzymaliśmy się za ręce. Było mroźno, ale cóż to znaczyło dla mnie. Radością była jego bliskość.Gdy trzeba było się żegnać, Ichigo spojrzał mi głęboko w oczy i uśmiechnął czule. A potem całował mnie gorąco. Staliśmy długo nie zważając na zimno,a rozświetlone gwiazdami niebo pozostawało naszą tajemnicę,naszą rodzącą się miłość.
- Rukia,co ty wyprawiasz,musisz wstać!
Leniwie zesunęłam nogi z łóżka. Szybko jednak doszłam do siebie, umyłam się i w chwilę już pedałowała w kierunku szkoły.
Zanim lekcja się rozpoczęła, Orihme powiedziała mi,że od dziś przychodzi do nas nowy nauczyciel na zastępstwo. Właśnie miała zapytać kto taki,gdy drzwi otworzyły się i usłyszałam dobrze mi znany głos. Serce podskoczyło mi do gardła, a rumieńce wystąpiły na policzki.
To był on! - Czyżby mój sen miał stać się rzeczywistością?
Studniówka. Dużo rozmawialiśmy,tańczyliśmy ze sobą. Ichigo traktował mnie bardzo poważnie,mimo iż byłam kilka lat starszy. Byłam szczęśliwa,że właśnie mną się zainteresował.
Gdy bal się skończył,wracaliśmy razem do domu.Mieszkaliśmy blisko siebie. Trzymaliśmy się za ręce. Było mroźno, ale cóż to znaczyło dla mnie. Radością była jego bliskość.Gdy trzeba było się żegnać, Ichigo spojrzał mi głęboko w oczy i uśmiechnął czule. A potem całował mnie gorąco. Staliśmy długo nie zważając na zimno,a rozświetlone gwiazdami niebo pozostawało naszą tajemnicę,naszą rodzącą się miłość.
- Rukia,co ty wyprawiasz,musisz wstać!
Leniwie zesunęłam nogi z łóżka. Szybko jednak doszłam do siebie, umyłam się i w chwilę już pedałowała w kierunku szkoły.
Zanim lekcja się rozpoczęła, Orihme powiedziała mi,że od dziś przychodzi do nas nowy nauczyciel na zastępstwo. Właśnie miała zapytać kto taki,gdy drzwi otworzyły się i usłyszałam dobrze mi znany głos. Serce podskoczyło mi do gardła, a rumieńce wystąpiły na policzki.
To był on! - Czyżby mój sen miał stać się rzeczywistością?
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Rozdział. Czternasty.
Skłamała mu. Gdy leżała w jego objęciach, uświadomiła to sobie wyraźnie. Zapewniła go, że nie potrzebuje, zabezpieczenia. Nie, przecież chciała mu powiedzieć prawdę. Tak, chciała, ale za późno. Jeśli powiesz mu prawdę teraz, nie uwierzy ci.
Już się stało i nie odstanie. Być może już jest w ciąży. Jeśli powie mu teraz, zniszczy wszystko między nimi. Co zrobić? Nie mówić nic.
Co miała powiedzieć? Jeśli następnym razem razem powiedziałaby, że potrzebuje zabezpieczenia, wiedziałby, że poprzednio kłamała. Uniosła głowę i spojrzała na niego. Bez słowa wysunęła się z jego objęć i ledwo dotknęła stopami podłogi, szukała czegoś do okrycia.
- Dokąd idziesz? – spytał.
- Umm, muszę skorzystać z łazienki. – Prawie na niego nie spojrzała. – Może zamówisz nam coś na kolację? Wyjdę za parę minut.
Nie czekając na odpowiedź, zamknęła za sobą drzwi. Ichigo wygrzebał się z łóżka i włożył spodnie od dresu. Co się, do diabła, stało? Mógłby pomyśleć, że Rukia starała się odsunąć od niego. Dlaczego?
Wiesz, dlaczego.
Czuł jej wahanie tuż przed tym, jak ją wziął. Wyczuł jakieś niezdecydowanie i zamiast pozwolić jej powiedzieć, pocałował ją. Nie chciał jej dać szansy, żeby kazała mu przestać. Gdyby tego chciała, przestałby, chociaż do końca życia żałowałby, że się z nią nie przespał. Czuł się jak ostatni palant, patrząc na zamknięte dziwi od łazienki. Ze ściśniętym sercem czekał, aż wyjdzie, żeby mógł przeprosić.
Przeprosić. Jakby kilka słów mogło wynagrodzić to, co zrobił. Na pewno jest na niego wściekła, i ma rację.
Podszedł do drzwi łazienki i zapukał.
- Rukia.
- Chwileczkę.
Chciał coś wywnioskować z tonu jej głosu, ale mu się nie udało. Po chwili wyszła, ubrana w jego szlafrok. Jego. Wyglądała tak cudownie, z wilgotnymi włosami i błyszczącą skórą. Nie mógł oderwać od niej wzroku.
-Wszystko w porządku?
- Oczywiście, Ichigo.
Jej oczy na moment rozbłysły, ale zaraz się odwróciła. Wyjęła z walizki spodnie i sweter, a później spojrzała na niego, a właściwie w jego kierunku, unikając wzroku.
- Muszę się ubrać. Potrzebujesz łazienki?
Nie powiedział nic więcej, a on nie chciał na ciskać.
- Tak.
Da jej trochę czasu, a potem we właściwym momencie spróbuje użyć odpowiednich słów.
- Musimy porozmawiać.
Ichigo od razu zrobił się czujny. Nie spodobał się, że to ona będzie chciała rozpocząć rozmowę. Miał uczucie, że nie spodoba mu się to, co usłyszy.
Kiedy skończył brać prysznic, przyniesiono jedzenie, które zamówił. Rukia ustawiła je na stoliku, usiedli naprzeciw siebie i jedli. Rozmawiali, owszem, o pracy, o rodzinie. Przeważnie jej. Tylko nie o tym, co zaszło między nimi. On się nie zdobył na przeprosiny, a teraz było za późno. Teraz ona złapała byka za rogi.
- Dobra. – Patrzył na nią w napięciu.
- Ichigo… - Rukia zawahała się, szukając właściwych słów. Powtarzała je sobie w myślach kilka razy, ale wypowiedzenie ich na głos nie było takie proste.
Nie mogła mu powiedzieć prawdy. Teraz, gdy wiedziała, jak jest z nim cudownie, stała się egoistką. Pragnęła więcej. Chciała jak najlepiej wykorzystać czas, jaki im pozostał razem. Dyby to zależało od niej, nie wychodziła z tego pokoju. Ichigo nie może się dowiedzieć o jej uczuciach, jeśli jej pomysł ma działać. Musi wierzyć, że ona, tak jak on, spodziewała się po tym weekendzie wyłącznie seksu.
Spojrzała na jego przystojną twarz i jeszcze bardziej w nim zakochała. Poczuła, że łzy napływają jej do oczu.
- To co się wydarzyło po między nami… - Zaczęła jeszcze raz. - Nie wiem , co o mnie myślisz, ale nie mam w zwyczaju zapraszać faceta do łóżka.
- W cale tak nie uważam, Ru. – Spojrzał w jej oczy, zauważył łzy i wściekły był na siebie, że to on je spowodował.
Jeszcze bardziej chciało jej się płakać. Tak miło zdrabniał jej imię, zrobił to na nartach raz czy drugi, ale w łóżku powtarzał wiele razy.
- Żaden z nas tego nie planowało, ale…
- Chyba nie chce tego słuchać dalej. – Wziął ją za rękę. – Nie zniósłbym, gdybyś tego żałowała.
- Żałowała? – Uśmiechnęła się przez łzy i pokręciła głową. – Nie, to znaczy nie tak, jak myślisz. Wciąż chcę, żeby to powtórzyć. Jeśli tylko chcesz.
- Co za ulga! Już myślałem, że ty nie chcesz.
Jej skóra w miejscu dotyku zrobiła się gorąca. Tak na nią działa.
- Nie, nie. Tylko … musisz mi coś obiecać, zanim znów będziemy… uprawiać seks.
- Wszystko.
Skrzywił się, bo nie spodobało mu się jej wyrażenie” uprawiać seks”. Może rzeczywiście nie był zainteresowany niczym na stałe, wiec czemu się dziwi, że i ona nie? I dlaczego to go martwiło.
- Ichigo, kiedy rozmawialiśmy o przyjeździe tutaj, byliśmy chyba oboje naiwni, sądząc, że nic między nami nie zajdzie. Myślę, że skoro byliśmy razem przez kilka dni, to naturalne, że wdaliśmy się w przelotny romans.
„ Przelotny romans”. Wiec jeśli myślał co innego, kochając się z nią, wyjaśniła mu prosto z mostu, co to jest. Nawet nie „romans”, tylko „ przelotny romans”. Jednak widział w jej oczach jeszcze coś więcej. Coś, o czym nie mówiła.
- O czym mi nie mówisz? – spytał, a w jego tonie pojawiła się lekka nuta irytacji.
- Że to nie może być nic więcej, jak tylko tu i teraz.
- Dlaczego…
„ Bo się w tobie zakochałam”, brzmiałoby prawdziwa odpowiedź, ale nie mogła powiedzieć.
- Moja praca! – wypaliła.
Tak to dobre tłumaczenie. Coś konkretnego, co on zrozumie.
- Jeśli martwisz się, o to czy będziesz miała swoją pracę, kiedy wrócimy…
- Moja kariera jest dla mnie ważna.
Nareszcie pojął. Niepotrzebnie się obawiał, że ona może nie chciała seksu, chociaż sama go zainicjowała. Pragnęła go, ale nie w przypadku, gdyby miała to wpłynąć na jej karierę. Miło wiedzieć.
- Twoje stanowisko nie jest zagrożone.
- Tak wszyscy mówią. Musisz dać mi słowo, że gdy wrócimy, zapomnimy, że ten weekend w ogóle istniał.
- Co? – Tego się rzeczywiście nie spodziewał. Głaszcząc jej dłoń, zastanawiał się, co powiedzieć. Oczywiście, może obiecać, że jej praca jest pewna, może zachowywać się, jakby nie znał jej ciała tak dokładnie, ale nie może, do cholery, obiecać, że zapomni, jakie to było cudowne uczucie! - Naprawdę tego chcesz?
Nie, mówiło jej serce.
- Tak – odpowiedziała.
- A resztę czasu, jaki tu będziemy?
Jego wzrok przesunął się po całej sylwetce, a następnie na twarz. Pragnął jej. Jeżeli miała zamiar ograniczyć ich związek tylko do pozostałego tutaj czasu, nie chciał marnować ani chwili więcej na gadanie.
Podeszła do niego, stanęła tuż przed nim, przesunęła palcem po jego czole i położyła dłoń do jego policzka.
- Resztę czasu spędzimy w łóżku, jeśli chcesz.
Trudno było mu zgodzić się w całości z jej propozycją, ale akurat ta część mu odpowiadała.
- Twarda z ciebie negocjatorka.
Uśmiechnęła się.
- Chyba dla tego mnie zatrudniłeś? Bo jestem dobra w tym, co robię.
Wstał. Oczywiście, że była dobra, ale wcale nie miał na myśli jej pracy.
- Jeżeli chcesz, masz moje słowo.
Natychmiast przycisnął ja do siebie i Rukia poczuła jego usta i język w obłędnym pocałunku. Ichigo wziął ją na ręce i zaniósł na łóżko. Ściągnął bluzę od dresu, którą wcześniej włożył, a ona zdjęła przez głowę sweter. Nie miała na sobie biustonosza i mógł nacieszyć wzrok tym wspaniałym widokiem. Położył się obok i ułożył ręce na jej piersiach. Palce delikatnie pieściły sutki.
- Lubisz to, Ru? – spytał.
- Lubię wszystko, co robisz – odpowiedziała szeptem, otwierając oczy.
Ichigo obrócił się na plecy, pociągając ją za sobą.
- Choć tu – powiedział. Schwycił ją za ręce, umieścił je na swoich ramionach, a potem ustawił tak, żeby klęczała nad nim. – Czy chcesz mnie Ru? – Tym razem chciał wyraźnie usłyszeć ”tak”.
- Och tak.
Pożądanie ogarnęło każdy skrawek jej ciała, jej biodra go dotykały.
- Powiedz to.
- Pragnę cię, Ichigo – Och tak, pragnęła go. Na zawsze. – Wejdź we mnie – szepnęła.
Objął ją rękami w pasie, poczuła je go usta na swoich ustach, a kiedy był już w niej i przycisnął jeszcze mocniej do siebie, wykrzyknęła jego imię.
Rukia wiedziała, że nigdy nie będzie nikogo innego tak kochała, do końca życia.
Już się stało i nie odstanie. Być może już jest w ciąży. Jeśli powie mu teraz, zniszczy wszystko między nimi. Co zrobić? Nie mówić nic.
Co miała powiedzieć? Jeśli następnym razem razem powiedziałaby, że potrzebuje zabezpieczenia, wiedziałby, że poprzednio kłamała. Uniosła głowę i spojrzała na niego. Bez słowa wysunęła się z jego objęć i ledwo dotknęła stopami podłogi, szukała czegoś do okrycia.
- Dokąd idziesz? – spytał.
- Umm, muszę skorzystać z łazienki. – Prawie na niego nie spojrzała. – Może zamówisz nam coś na kolację? Wyjdę za parę minut.
Nie czekając na odpowiedź, zamknęła za sobą drzwi. Ichigo wygrzebał się z łóżka i włożył spodnie od dresu. Co się, do diabła, stało? Mógłby pomyśleć, że Rukia starała się odsunąć od niego. Dlaczego?
Wiesz, dlaczego.
Czuł jej wahanie tuż przed tym, jak ją wziął. Wyczuł jakieś niezdecydowanie i zamiast pozwolić jej powiedzieć, pocałował ją. Nie chciał jej dać szansy, żeby kazała mu przestać. Gdyby tego chciała, przestałby, chociaż do końca życia żałowałby, że się z nią nie przespał. Czuł się jak ostatni palant, patrząc na zamknięte dziwi od łazienki. Ze ściśniętym sercem czekał, aż wyjdzie, żeby mógł przeprosić.
Przeprosić. Jakby kilka słów mogło wynagrodzić to, co zrobił. Na pewno jest na niego wściekła, i ma rację.
Podszedł do drzwi łazienki i zapukał.
- Rukia.
- Chwileczkę.
Chciał coś wywnioskować z tonu jej głosu, ale mu się nie udało. Po chwili wyszła, ubrana w jego szlafrok. Jego. Wyglądała tak cudownie, z wilgotnymi włosami i błyszczącą skórą. Nie mógł oderwać od niej wzroku.
-Wszystko w porządku?
- Oczywiście, Ichigo.
Jej oczy na moment rozbłysły, ale zaraz się odwróciła. Wyjęła z walizki spodnie i sweter, a później spojrzała na niego, a właściwie w jego kierunku, unikając wzroku.
- Muszę się ubrać. Potrzebujesz łazienki?
Nie powiedział nic więcej, a on nie chciał na ciskać.
- Tak.
Da jej trochę czasu, a potem we właściwym momencie spróbuje użyć odpowiednich słów.
- Musimy porozmawiać.
Ichigo od razu zrobił się czujny. Nie spodobał się, że to ona będzie chciała rozpocząć rozmowę. Miał uczucie, że nie spodoba mu się to, co usłyszy.
Kiedy skończył brać prysznic, przyniesiono jedzenie, które zamówił. Rukia ustawiła je na stoliku, usiedli naprzeciw siebie i jedli. Rozmawiali, owszem, o pracy, o rodzinie. Przeważnie jej. Tylko nie o tym, co zaszło między nimi. On się nie zdobył na przeprosiny, a teraz było za późno. Teraz ona złapała byka za rogi.
- Dobra. – Patrzył na nią w napięciu.
- Ichigo… - Rukia zawahała się, szukając właściwych słów. Powtarzała je sobie w myślach kilka razy, ale wypowiedzenie ich na głos nie było takie proste.
Nie mogła mu powiedzieć prawdy. Teraz, gdy wiedziała, jak jest z nim cudownie, stała się egoistką. Pragnęła więcej. Chciała jak najlepiej wykorzystać czas, jaki im pozostał razem. Dyby to zależało od niej, nie wychodziła z tego pokoju. Ichigo nie może się dowiedzieć o jej uczuciach, jeśli jej pomysł ma działać. Musi wierzyć, że ona, tak jak on, spodziewała się po tym weekendzie wyłącznie seksu.
Spojrzała na jego przystojną twarz i jeszcze bardziej w nim zakochała. Poczuła, że łzy napływają jej do oczu.
- To co się wydarzyło po między nami… - Zaczęła jeszcze raz. - Nie wiem , co o mnie myślisz, ale nie mam w zwyczaju zapraszać faceta do łóżka.
- W cale tak nie uważam, Ru. – Spojrzał w jej oczy, zauważył łzy i wściekły był na siebie, że to on je spowodował.
Jeszcze bardziej chciało jej się płakać. Tak miło zdrabniał jej imię, zrobił to na nartach raz czy drugi, ale w łóżku powtarzał wiele razy.
- Żaden z nas tego nie planowało, ale…
- Chyba nie chce tego słuchać dalej. – Wziął ją za rękę. – Nie zniósłbym, gdybyś tego żałowała.
- Żałowała? – Uśmiechnęła się przez łzy i pokręciła głową. – Nie, to znaczy nie tak, jak myślisz. Wciąż chcę, żeby to powtórzyć. Jeśli tylko chcesz.
- Co za ulga! Już myślałem, że ty nie chcesz.
Jej skóra w miejscu dotyku zrobiła się gorąca. Tak na nią działa.
- Nie, nie. Tylko … musisz mi coś obiecać, zanim znów będziemy… uprawiać seks.
- Wszystko.
Skrzywił się, bo nie spodobało mu się jej wyrażenie” uprawiać seks”. Może rzeczywiście nie był zainteresowany niczym na stałe, wiec czemu się dziwi, że i ona nie? I dlaczego to go martwiło.
- Ichigo, kiedy rozmawialiśmy o przyjeździe tutaj, byliśmy chyba oboje naiwni, sądząc, że nic między nami nie zajdzie. Myślę, że skoro byliśmy razem przez kilka dni, to naturalne, że wdaliśmy się w przelotny romans.
„ Przelotny romans”. Wiec jeśli myślał co innego, kochając się z nią, wyjaśniła mu prosto z mostu, co to jest. Nawet nie „romans”, tylko „ przelotny romans”. Jednak widział w jej oczach jeszcze coś więcej. Coś, o czym nie mówiła.
- O czym mi nie mówisz? – spytał, a w jego tonie pojawiła się lekka nuta irytacji.
- Że to nie może być nic więcej, jak tylko tu i teraz.
- Dlaczego…
„ Bo się w tobie zakochałam”, brzmiałoby prawdziwa odpowiedź, ale nie mogła powiedzieć.
- Moja praca! – wypaliła.
Tak to dobre tłumaczenie. Coś konkretnego, co on zrozumie.
- Jeśli martwisz się, o to czy będziesz miała swoją pracę, kiedy wrócimy…
- Moja kariera jest dla mnie ważna.
Nareszcie pojął. Niepotrzebnie się obawiał, że ona może nie chciała seksu, chociaż sama go zainicjowała. Pragnęła go, ale nie w przypadku, gdyby miała to wpłynąć na jej karierę. Miło wiedzieć.
- Twoje stanowisko nie jest zagrożone.
- Tak wszyscy mówią. Musisz dać mi słowo, że gdy wrócimy, zapomnimy, że ten weekend w ogóle istniał.
- Co? – Tego się rzeczywiście nie spodziewał. Głaszcząc jej dłoń, zastanawiał się, co powiedzieć. Oczywiście, może obiecać, że jej praca jest pewna, może zachowywać się, jakby nie znał jej ciała tak dokładnie, ale nie może, do cholery, obiecać, że zapomni, jakie to było cudowne uczucie! - Naprawdę tego chcesz?
Nie, mówiło jej serce.
- Tak – odpowiedziała.
- A resztę czasu, jaki tu będziemy?
Jego wzrok przesunął się po całej sylwetce, a następnie na twarz. Pragnął jej. Jeżeli miała zamiar ograniczyć ich związek tylko do pozostałego tutaj czasu, nie chciał marnować ani chwili więcej na gadanie.
Podeszła do niego, stanęła tuż przed nim, przesunęła palcem po jego czole i położyła dłoń do jego policzka.
- Resztę czasu spędzimy w łóżku, jeśli chcesz.
Trudno było mu zgodzić się w całości z jej propozycją, ale akurat ta część mu odpowiadała.
- Twarda z ciebie negocjatorka.
Uśmiechnęła się.
- Chyba dla tego mnie zatrudniłeś? Bo jestem dobra w tym, co robię.
Wstał. Oczywiście, że była dobra, ale wcale nie miał na myśli jej pracy.
- Jeżeli chcesz, masz moje słowo.
Natychmiast przycisnął ja do siebie i Rukia poczuła jego usta i język w obłędnym pocałunku. Ichigo wziął ją na ręce i zaniósł na łóżko. Ściągnął bluzę od dresu, którą wcześniej włożył, a ona zdjęła przez głowę sweter. Nie miała na sobie biustonosza i mógł nacieszyć wzrok tym wspaniałym widokiem. Położył się obok i ułożył ręce na jej piersiach. Palce delikatnie pieściły sutki.
- Lubisz to, Ru? – spytał.
- Lubię wszystko, co robisz – odpowiedziała szeptem, otwierając oczy.
Ichigo obrócił się na plecy, pociągając ją za sobą.
- Choć tu – powiedział. Schwycił ją za ręce, umieścił je na swoich ramionach, a potem ustawił tak, żeby klęczała nad nim. – Czy chcesz mnie Ru? – Tym razem chciał wyraźnie usłyszeć ”tak”.
- Och tak.
Pożądanie ogarnęło każdy skrawek jej ciała, jej biodra go dotykały.
- Powiedz to.
- Pragnę cię, Ichigo – Och tak, pragnęła go. Na zawsze. – Wejdź we mnie – szepnęła.
Objął ją rękami w pasie, poczuła je go usta na swoich ustach, a kiedy był już w niej i przycisnął jeszcze mocniej do siebie, wykrzyknęła jego imię.
Rukia wiedziała, że nigdy nie będzie nikogo innego tak kochała, do końca życia.
czwartek, 2 sierpnia 2012
Rozdział.13
- Nie powinienem był cię pocałować tego pierwszego wieczoru po przyjeździe.
- To również moja wina. Pozwoliłam ci.
- Od tego czasu chciałem cię wciąż całować.
- Lubię cię całować – wyznała szeptem. – Dawno tak mi się całowanie nie spodobało.
Ichigo jęknął. Gdyby powiedziała, że nie znosi jego pocałunków, miałby szanse funkcjonować, nie znając dotyku jej ciała. Odsunął się od niej i pomyślał, że najlepiej iść na kolację. Może później wyślizgnie się do baru, upije i zapomni, że ona śpi w jego pokoju.
- Hm, chyba czas na kolację. – Chciał wyjść z jacuzzi, zanim zrobi coś głupiego, to znaczy zaproponuje jej pójście do łóżka, gdzie dawno już powinna się znaleźć. – Umieram z głodu a ty?
Uśmiechnęła się z powodu tego wybiegu.
- Ja też.
Nie dodała tylko, że ona jest głodna jego.
Wiedząc, że w obecnym stanie nie wypada paradować w kąpielówkach, dał znak, żeby wyszła pierwsza. Zaczęła się wycierać białym ręcznikiem. Kiedy osuszała miejsce między jej piersiami, myślał, że nie wytrzyma.
- Rzuć mi ręcznik – zawołał, chcąc zakryć kompromitujący widok.
- Proszę – rzuciła jeden z ręczników, który zręcznie złapał. Przy okazji zobaczył, jak kusząco zakołysali się jej piersi.
Wycierała się powoli, patrząc na niego, gdy zbierała ubranie. Teraz już wiedziała, że on jej pragnie i na samą myśl, że będą razem, ogarniało ją podniecenie. Tylko ten jeden raz, obiecała sobie. Wiedziała, że seks nie będzie miał dla Ichigo specjalnego znaczenia. Jego krótkotrwałe związki z kobietami były ogólnie znane. Nie chciała być jedną z wielu kobiet w przeszłości, ale teraz, chociaż, raz mogła mieć to, czego zawsze pragnęła. Ichigo.
Nie na zawsze, ale przynajmniej na dzisiejszą noc będzie jej. Musi jednak zastrzec, że kiedy wrócą do pracy, będą znów szefem i pracownicą i nic między nimi nie będzie. Nie mogłaby mieć z nim romansu i jednocześnie dla niego pracować, bo pewnego dnia Ichigo by to zakończył i straciłaby nie tylko pracę. Pękłoby jej serce.
- Gotowy? – spytała.
Mruknął coś, a ona uśmiechnęła się do siebie, gdy wracali do pokoju. Nuciła pod nosem.
Siląc się na uśmiech, Ichigo postanowił mieć jakiś plan, coś, co odciągnęłoby jego myśli od Rukia. Może nocne narty, jeśli stoki są czynne.
Gdy weszli do pokoju, spytała:
- Mogę pierwsza iść do łazienki?
Skinął głową, a ona znikła w środku. Pojawiła się kilka minut później, z rozpuszczonymi włosami i wciąż w dresie. Oniemiał, kiedy zaczęła się rozbierać. Najpierw spodnie. Zamarł, kiedy zobaczył jej długie nogi. Kiedy zaczęła rozpinać suwak od bluzy, on zaczął się krztusić.
- Co ty wyprawiasz?
Rukia rzuciła mu niewinne spojrzenie.
- Szykuj się. – Ściągnęła bluzę i rzuci i rzuciła na fotel. – Wiesz, Ichigo – Zaczęła, podchodząc do niego – myślałam o tym, co powiedziałaś.
Zaczął panikować. Do diabła, powiedział tyle rzeczy.
- Czy możesz się wyrazić jaśniej?
Stała tak blisko, że widział jej sutek pod biustonoszem.
- No wiesz, że jestem taka gorąca.
- Bo tak…
- Naprawdę tak uważasz? – rozpięła suwak od jego bluzy i zesunęła ją z ramion. Oblizała wargi i położyła dłoń na jego piersi. – Tak uważasz?
- Tak.
Rzuciła mu klasyczne uwodzicielskie spojrzenie.
- Może zamówiliśmy kolację do pokoju?
- Co takiego?
- Chociaż właściwie – objęła go drugą ręką w pasie – zaczekajmy trochę. Będziemy bardzo głodni potem.
Wciąż go dotykała, a on czuł się, jakby go obejmowały go płomienie ognia.
- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?
Nie dotykał jej. Jeszcze nie, bo wiedział, że jeśli to zrobi, nie przestanie.
Rukia przesunęła palcem po jego piersi.
- Och tak, zupełnie pewna.
Schylił się do pocałunku, a ona objęła go za szyję, czując, jak jego ciało ją przenika i odurza. Dotychczasowe pocałunki były delikatne i kontrolowane, ale to… Ich ciała się zetknęły i Rukia wtopiła się cała w niego. Jego ciało było twarde, mięśnie napięte. Dotykała go wszędzie, chcąc zapamiętać na całe życie. Chciała uwodzić Ichigo, ale jej plany się rozpłynęły. Nie panowała nad sobą, jego usta były jak narkotyk, którego nie miała dość. Uniósł ją, a ona objęła go nogami w pasie, po chwili posadził ją na krawędzi łóżka.
- Jesteś cudowna – szepnął, wędrując wzrokiem po całym jej ciele.
Całował jej brodę, szyję, ramiona. Pachniała tak… kobieco, tak fantastycznie, pomyślał, że umrze, jeśli nie będzie jej dotykał. Gdzieś. Gdziekolwiek. Wszędzie. Sięgał do zapięcia na plecach, rozpiął i skrawek materiału zakrywający jej piersi upadł na podłogę. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nią. Potem dotknął sutek i patrzał, jak twardnieje. Wsunął ręce pod jej plecy i przycisnął do siebie. Miała delikatną, jedwabistą skórę. Czy cała była taka?
Rukia wiła się na łóżku, chciała dać mu to, czego oboje tak bardzo pragnęli. Dotknął sutka ustami, a ona poczuła, jak głęboko w jej wnętrzu zapaliło się coś dzikiego i cudownego. Ręce Ichigo ześlizgnęły się po jej udach, a ona uniosła biodra, żeby być bliżej. Każdy dotyk rozpalał pożądanie.
- Ichigo – szepnęła. – Proszę, teraz. – Nie mogę już dłużej czekać.
Czekała na niego tak długo. Chciała być z nim jedną całością.
Zrzucił resztę ubrania. Przycisnął ją do siebie, ale zdołał jeszcze unieść głowę i spytać:
- Czy jesteś zabezpieczona?
To wszystko działo się za szybko. Chciał jakoś zwolnić, ale nie mógł. Musiał ją mieć. Chciał tylko, żeby powiedziała” tak”.
Rukia, oszołomiona, usłyszała coś jak przez mgłę.
- Nie mogę dłużej czekać. Czy musimy uważać?
Z trudem skupiła się na jego słowach. Musi mu teraz powiedzieć. Pragnęła go tak bardzo, że nie mogła oddychać.
- Nie – padło słowo, którego nie mogła już zatrzymać. Gdzieś kołatało się poczucie winy. Nie może tego zrobić. – Ichigo! – mruknęła, ale zamknął jej usta pocałunkiem.
Już był w niej, wypełniał ją całą, czuła tylko rozkosz, absolutny cud bycia razem.
- To również moja wina. Pozwoliłam ci.
- Od tego czasu chciałem cię wciąż całować.
- Lubię cię całować – wyznała szeptem. – Dawno tak mi się całowanie nie spodobało.
Ichigo jęknął. Gdyby powiedziała, że nie znosi jego pocałunków, miałby szanse funkcjonować, nie znając dotyku jej ciała. Odsunął się od niej i pomyślał, że najlepiej iść na kolację. Może później wyślizgnie się do baru, upije i zapomni, że ona śpi w jego pokoju.
- Hm, chyba czas na kolację. – Chciał wyjść z jacuzzi, zanim zrobi coś głupiego, to znaczy zaproponuje jej pójście do łóżka, gdzie dawno już powinna się znaleźć. – Umieram z głodu a ty?
Uśmiechnęła się z powodu tego wybiegu.
- Ja też.
Nie dodała tylko, że ona jest głodna jego.
Wiedząc, że w obecnym stanie nie wypada paradować w kąpielówkach, dał znak, żeby wyszła pierwsza. Zaczęła się wycierać białym ręcznikiem. Kiedy osuszała miejsce między jej piersiami, myślał, że nie wytrzyma.
- Rzuć mi ręcznik – zawołał, chcąc zakryć kompromitujący widok.
- Proszę – rzuciła jeden z ręczników, który zręcznie złapał. Przy okazji zobaczył, jak kusząco zakołysali się jej piersi.
Wycierała się powoli, patrząc na niego, gdy zbierała ubranie. Teraz już wiedziała, że on jej pragnie i na samą myśl, że będą razem, ogarniało ją podniecenie. Tylko ten jeden raz, obiecała sobie. Wiedziała, że seks nie będzie miał dla Ichigo specjalnego znaczenia. Jego krótkotrwałe związki z kobietami były ogólnie znane. Nie chciała być jedną z wielu kobiet w przeszłości, ale teraz, chociaż, raz mogła mieć to, czego zawsze pragnęła. Ichigo.
Nie na zawsze, ale przynajmniej na dzisiejszą noc będzie jej. Musi jednak zastrzec, że kiedy wrócą do pracy, będą znów szefem i pracownicą i nic między nimi nie będzie. Nie mogłaby mieć z nim romansu i jednocześnie dla niego pracować, bo pewnego dnia Ichigo by to zakończył i straciłaby nie tylko pracę. Pękłoby jej serce.
- Gotowy? – spytała.
Mruknął coś, a ona uśmiechnęła się do siebie, gdy wracali do pokoju. Nuciła pod nosem.
Siląc się na uśmiech, Ichigo postanowił mieć jakiś plan, coś, co odciągnęłoby jego myśli od Rukia. Może nocne narty, jeśli stoki są czynne.
Gdy weszli do pokoju, spytała:
- Mogę pierwsza iść do łazienki?
Skinął głową, a ona znikła w środku. Pojawiła się kilka minut później, z rozpuszczonymi włosami i wciąż w dresie. Oniemiał, kiedy zaczęła się rozbierać. Najpierw spodnie. Zamarł, kiedy zobaczył jej długie nogi. Kiedy zaczęła rozpinać suwak od bluzy, on zaczął się krztusić.
- Co ty wyprawiasz?
Rukia rzuciła mu niewinne spojrzenie.
- Szykuj się. – Ściągnęła bluzę i rzuci i rzuciła na fotel. – Wiesz, Ichigo – Zaczęła, podchodząc do niego – myślałam o tym, co powiedziałaś.
Zaczął panikować. Do diabła, powiedział tyle rzeczy.
- Czy możesz się wyrazić jaśniej?
Stała tak blisko, że widział jej sutek pod biustonoszem.
- No wiesz, że jestem taka gorąca.
- Bo tak…
- Naprawdę tak uważasz? – rozpięła suwak od jego bluzy i zesunęła ją z ramion. Oblizała wargi i położyła dłoń na jego piersi. – Tak uważasz?
- Tak.
Rzuciła mu klasyczne uwodzicielskie spojrzenie.
- Może zamówiliśmy kolację do pokoju?
- Co takiego?
- Chociaż właściwie – objęła go drugą ręką w pasie – zaczekajmy trochę. Będziemy bardzo głodni potem.
Wciąż go dotykała, a on czuł się, jakby go obejmowały go płomienie ognia.
- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?
Nie dotykał jej. Jeszcze nie, bo wiedział, że jeśli to zrobi, nie przestanie.
Rukia przesunęła palcem po jego piersi.
- Och tak, zupełnie pewna.
Schylił się do pocałunku, a ona objęła go za szyję, czując, jak jego ciało ją przenika i odurza. Dotychczasowe pocałunki były delikatne i kontrolowane, ale to… Ich ciała się zetknęły i Rukia wtopiła się cała w niego. Jego ciało było twarde, mięśnie napięte. Dotykała go wszędzie, chcąc zapamiętać na całe życie. Chciała uwodzić Ichigo, ale jej plany się rozpłynęły. Nie panowała nad sobą, jego usta były jak narkotyk, którego nie miała dość. Uniósł ją, a ona objęła go nogami w pasie, po chwili posadził ją na krawędzi łóżka.
- Jesteś cudowna – szepnął, wędrując wzrokiem po całym jej ciele.
Całował jej brodę, szyję, ramiona. Pachniała tak… kobieco, tak fantastycznie, pomyślał, że umrze, jeśli nie będzie jej dotykał. Gdzieś. Gdziekolwiek. Wszędzie. Sięgał do zapięcia na plecach, rozpiął i skrawek materiału zakrywający jej piersi upadł na podłogę. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w nią. Potem dotknął sutek i patrzał, jak twardnieje. Wsunął ręce pod jej plecy i przycisnął do siebie. Miała delikatną, jedwabistą skórę. Czy cała była taka?
Rukia wiła się na łóżku, chciała dać mu to, czego oboje tak bardzo pragnęli. Dotknął sutka ustami, a ona poczuła, jak głęboko w jej wnętrzu zapaliło się coś dzikiego i cudownego. Ręce Ichigo ześlizgnęły się po jej udach, a ona uniosła biodra, żeby być bliżej. Każdy dotyk rozpalał pożądanie.
- Ichigo – szepnęła. – Proszę, teraz. – Nie mogę już dłużej czekać.
Czekała na niego tak długo. Chciała być z nim jedną całością.
Zrzucił resztę ubrania. Przycisnął ją do siebie, ale zdołał jeszcze unieść głowę i spytać:
- Czy jesteś zabezpieczona?
To wszystko działo się za szybko. Chciał jakoś zwolnić, ale nie mógł. Musiał ją mieć. Chciał tylko, żeby powiedziała” tak”.
Rukia, oszołomiona, usłyszała coś jak przez mgłę.
- Nie mogę dłużej czekać. Czy musimy uważać?
Z trudem skupiła się na jego słowach. Musi mu teraz powiedzieć. Pragnęła go tak bardzo, że nie mogła oddychać.
- Nie – padło słowo, którego nie mogła już zatrzymać. Gdzieś kołatało się poczucie winy. Nie może tego zrobić. – Ichigo! – mruknęła, ale zamknął jej usta pocałunkiem.
Już był w niej, wypełniał ją całą, czuła tylko rozkosz, absolutny cud bycia razem.
sobota, 21 lipca 2012
Rozdział. 12
Dziękuję za wszystkie komentarze które pozwolili mi się zmotywować do kolejnego rozdziału i oto on. Miłego czytania życzę.
Zastukał mocno w drzwi. Ichigo zwlekał trochę w recepcji, żeby dać trochę Ruki czasu na spakowanie swoich rzeczy, ale na dłużej nie starczyło cierpliwości. Nie mógł się doczekać, kiedy przyprowadzi do swojego pokoju, i nie chciał żeby się rozmyśliła.
Przez ten weekend pozwolił na kilka poufałości, do czego nie miał prawa. Przede wszystkim pierwszy pocałunek był błędem. Z trudem przychodziła mu walka z zauroczeniem jej osobą. Teraz, kiedy będą we wspólnym pokoju, koniec. Nie będzie pocałunków. Nie będzie dotyków. Muszą powrócić do stosunków platonicznych. Może nawet zostaną przyjaciółmi.
Przyjaciółmi tak? Chcesz zostać przyjacielem Rukia? No dobrze, może nie przyjaciółmi, ale jeśli ją pocałuje jeszcze raz i dotnie tam gdzie dotykał w marzeniach, zostaną kochankami. A w tedy nie będzie odwrotu. Jego pożądanie może zniszczyć ich przyjaźń, ich stosunki zawodowe i może stracić jedyną kobietę, na której mu naprawdę zależy.
Chyba znajdzie sobie tyle siły woli, żeby oprzeć się chęci kochania się z Rukia. Wątpliwość nie ustała, gdy otworzyła mu drzwi z rozkosznym uśmiechem.
- Gotowa? – spytał.
- Oczywiście. – Rukia wzięła mniejszą torbę, zostawiając mu większą. – Zostawiłam kartkę na toaletce.
- Świetnie. Przeniesiemy twój bagaż, a potem możemy na kolację?
- Chętnie, ale najpierw muszę trochę odsapnąć. Może wezmę ciepłą kąpiel, bo mnie wszystkie mięśnie bolą od tych nart. Nie ostrzegłeś mnie.
Ichigo wstrzymał oddech. Rukia naga w jego pokoju. W jego wannie. Temperatura podskoczyła o kilka kresek.
Nie panikuj. Kontrolujesz sytuację.
Nagle wpadł na świetny pomysł. Zabierze ją tam, gdzie nie będą sami.
- Zabrałaś kostium kąpielowy? – Skinęła głową. – zdaje się, że mają tu jacuzzi. Może byśmy się zrelaksowali przed kolacją?
- Dobrze.
Na myśl, że znajdą się we dwoję w ciepłej kąpieli, jej puls zaczął galopować. Wspaniała okazja, żeby zaczęła go uwodzić. Istniała prawdzie możliwość, że nie będą sami, ale tym będzie się martwić później.
Jacuzzi to był kiepski pomysł. Beznadziejny.
Ichigo mierzył Rukia wzrokiem, gdy zsuwała spodnie od dresu. Pytał, czy zabrała kostium kąpielowy, ale te fioletowe skrawki materiału zakrywały najciekawsze części jej ciała trudno było nazywać kostiumem. Ściągnęła bluzę, a jemu zaschło w ustach. To ciało. W ostatnich sekundach zobaczył więcej, niż przez pięć lat wspólnej pracy.
Weszła do parującej wody z bąbelkami. Jakiś facet z drugiej strony Sali nie mógł oderwać od niej oczu, wiec Ichigo posłał mu ostrzegawcze spojrzenie. Co ona sobie myślała, żeby włożyć coś tak prowokującego. Najchętniej zakrył ją ręcznikiem.
Gdy usadzała się w wannie, materiał na biuście napoił się interesująco. Jej piersi nie chciały się zanurzyć w wodzie, widział je w ciąż na powieszeni. Czuł, że cała krew spływa mu w dół podbrzusza. Ściągnął szybko dres i wsunął się obok niej, uważając, żeby jej nie dotknąć. Pozostałe osoby, kobiety i mężczyźni, wyszli natychmiast, gdy Ichigo się oparł plecami o brzeg i wyciągnął ramiona. Uśmiechnęli się uprzejmie i wycofali się. Wziął kilka głębokich oddechów, żeby nie spanikować. Był z nią teraz sam.
- Myślisz, że ich przepłoszyliśmy? – spytała Rukia i obróciła się do Ichigo. Zobaczyła napięcie na jego twarzy. – Żartowałam.
- Wiem.
- Czy coś się stało?
- Tak, jeżeli uważasz, że to , co masz na sobie, stanowi kostium kąpielowy. – Ichigo natychmiast pożałował tych słów, ale było już za późno.
W sekundę rozwiały się nadzieje Rukia na to, że go uwiedzie.
- Przepraszam, jeśli cię zakłopotałem – powiedziała i zaczęła wstawać.
Schwycił ją za rękę i wciągnął z powrotem.
- Nie jestem zakłopotany. – Jak ma wyjaśnić, o co mu chodzi, nie pogarszając sytuacji? „Chodzi o to że, cię pragnę, a ponieważ nie mogę cię mieć, nie chcę, żeby miał cię ktoś inny”. Przecież nie mógł jej tego powiedzieć. Zranił ją. – Posłuchaj nie chciałem… - Nie spojrzała na niego. Uniósł jej twarz i przytrzymał, aż nie miała wyboru i musiała na niego spojrzeć. – Wygłupiłem się. Przepraszam.
- Zapomnijmy o tym.
Chciała odsunąć jego rękę, ale nie pozwolił. Prąd wodny przysunął Rukia do niego, a on objął ją ramieniem.
- Powiedziałem to, bo jesteś bardzo pociągająca. – Tego też nie chciał powiedzieć, powiedziało się samo. – Tak bardzo, że zapominam, jak obiecałem nie komplikować naszych stosunków. Myślę tylko o tym, jak zerwać z ciebie te skrawki kostiumu i dotykać każdego centymetra twojego ciała.
Rukia zgłupiała. Trudno było jej się skupić na jego słowach. Planowała go kusić i uwodzić, żeby spędzić jedną noc z mężczyzną, o którym całe życie myślała, ale nie spodziewała się jego pomocy.
Ichigo pocierał kark.
- Przepraszam, Rukia, wiem, że to nie wypada.
Nachyliła się do niego i powiedziała cichutko:
- Jeśli idzie o komplementy, twój był na medal. – Przesunęła palcem palcem po jego ustach. – Przyznaję, że kiedy zaproponowałeś ten wyjazd na narty, martwiłam się spędzeniem z tobą czasu sam na sam. Ale skłamałabym mówiąc, że nie uważam cię za atrakcyjnego. I kuszącego. – znaczenie bardziej, niż była skłonna powiedzieć,
Zastukał mocno w drzwi. Ichigo zwlekał trochę w recepcji, żeby dać trochę Ruki czasu na spakowanie swoich rzeczy, ale na dłużej nie starczyło cierpliwości. Nie mógł się doczekać, kiedy przyprowadzi do swojego pokoju, i nie chciał żeby się rozmyśliła.
Przez ten weekend pozwolił na kilka poufałości, do czego nie miał prawa. Przede wszystkim pierwszy pocałunek był błędem. Z trudem przychodziła mu walka z zauroczeniem jej osobą. Teraz, kiedy będą we wspólnym pokoju, koniec. Nie będzie pocałunków. Nie będzie dotyków. Muszą powrócić do stosunków platonicznych. Może nawet zostaną przyjaciółmi.
Przyjaciółmi tak? Chcesz zostać przyjacielem Rukia? No dobrze, może nie przyjaciółmi, ale jeśli ją pocałuje jeszcze raz i dotnie tam gdzie dotykał w marzeniach, zostaną kochankami. A w tedy nie będzie odwrotu. Jego pożądanie może zniszczyć ich przyjaźń, ich stosunki zawodowe i może stracić jedyną kobietę, na której mu naprawdę zależy.
Chyba znajdzie sobie tyle siły woli, żeby oprzeć się chęci kochania się z Rukia. Wątpliwość nie ustała, gdy otworzyła mu drzwi z rozkosznym uśmiechem.
- Gotowa? – spytał.
- Oczywiście. – Rukia wzięła mniejszą torbę, zostawiając mu większą. – Zostawiłam kartkę na toaletce.
- Świetnie. Przeniesiemy twój bagaż, a potem możemy na kolację?
- Chętnie, ale najpierw muszę trochę odsapnąć. Może wezmę ciepłą kąpiel, bo mnie wszystkie mięśnie bolą od tych nart. Nie ostrzegłeś mnie.
Ichigo wstrzymał oddech. Rukia naga w jego pokoju. W jego wannie. Temperatura podskoczyła o kilka kresek.
Nie panikuj. Kontrolujesz sytuację.
Nagle wpadł na świetny pomysł. Zabierze ją tam, gdzie nie będą sami.
- Zabrałaś kostium kąpielowy? – Skinęła głową. – zdaje się, że mają tu jacuzzi. Może byśmy się zrelaksowali przed kolacją?
- Dobrze.
Na myśl, że znajdą się we dwoję w ciepłej kąpieli, jej puls zaczął galopować. Wspaniała okazja, żeby zaczęła go uwodzić. Istniała prawdzie możliwość, że nie będą sami, ale tym będzie się martwić później.
Jacuzzi to był kiepski pomysł. Beznadziejny.
Ichigo mierzył Rukia wzrokiem, gdy zsuwała spodnie od dresu. Pytał, czy zabrała kostium kąpielowy, ale te fioletowe skrawki materiału zakrywały najciekawsze części jej ciała trudno było nazywać kostiumem. Ściągnęła bluzę, a jemu zaschło w ustach. To ciało. W ostatnich sekundach zobaczył więcej, niż przez pięć lat wspólnej pracy.
Weszła do parującej wody z bąbelkami. Jakiś facet z drugiej strony Sali nie mógł oderwać od niej oczu, wiec Ichigo posłał mu ostrzegawcze spojrzenie. Co ona sobie myślała, żeby włożyć coś tak prowokującego. Najchętniej zakrył ją ręcznikiem.
Gdy usadzała się w wannie, materiał na biuście napoił się interesująco. Jej piersi nie chciały się zanurzyć w wodzie, widział je w ciąż na powieszeni. Czuł, że cała krew spływa mu w dół podbrzusza. Ściągnął szybko dres i wsunął się obok niej, uważając, żeby jej nie dotknąć. Pozostałe osoby, kobiety i mężczyźni, wyszli natychmiast, gdy Ichigo się oparł plecami o brzeg i wyciągnął ramiona. Uśmiechnęli się uprzejmie i wycofali się. Wziął kilka głębokich oddechów, żeby nie spanikować. Był z nią teraz sam.
- Myślisz, że ich przepłoszyliśmy? – spytała Rukia i obróciła się do Ichigo. Zobaczyła napięcie na jego twarzy. – Żartowałam.
- Wiem.
- Czy coś się stało?
- Tak, jeżeli uważasz, że to , co masz na sobie, stanowi kostium kąpielowy. – Ichigo natychmiast pożałował tych słów, ale było już za późno.
W sekundę rozwiały się nadzieje Rukia na to, że go uwiedzie.
- Przepraszam, jeśli cię zakłopotałem – powiedziała i zaczęła wstawać.
Schwycił ją za rękę i wciągnął z powrotem.
- Nie jestem zakłopotany. – Jak ma wyjaśnić, o co mu chodzi, nie pogarszając sytuacji? „Chodzi o to że, cię pragnę, a ponieważ nie mogę cię mieć, nie chcę, żeby miał cię ktoś inny”. Przecież nie mógł jej tego powiedzieć. Zranił ją. – Posłuchaj nie chciałem… - Nie spojrzała na niego. Uniósł jej twarz i przytrzymał, aż nie miała wyboru i musiała na niego spojrzeć. – Wygłupiłem się. Przepraszam.
- Zapomnijmy o tym.
Chciała odsunąć jego rękę, ale nie pozwolił. Prąd wodny przysunął Rukia do niego, a on objął ją ramieniem.
- Powiedziałem to, bo jesteś bardzo pociągająca. – Tego też nie chciał powiedzieć, powiedziało się samo. – Tak bardzo, że zapominam, jak obiecałem nie komplikować naszych stosunków. Myślę tylko o tym, jak zerwać z ciebie te skrawki kostiumu i dotykać każdego centymetra twojego ciała.
Rukia zgłupiała. Trudno było jej się skupić na jego słowach. Planowała go kusić i uwodzić, żeby spędzić jedną noc z mężczyzną, o którym całe życie myślała, ale nie spodziewała się jego pomocy.
Ichigo pocierał kark.
- Przepraszam, Rukia, wiem, że to nie wypada.
Nachyliła się do niego i powiedziała cichutko:
- Jeśli idzie o komplementy, twój był na medal. – Przesunęła palcem palcem po jego ustach. – Przyznaję, że kiedy zaproponowałeś ten wyjazd na narty, martwiłam się spędzeniem z tobą czasu sam na sam. Ale skłamałabym mówiąc, że nie uważam cię za atrakcyjnego. I kuszącego. – znaczenie bardziej, niż była skłonna powiedzieć,
niedziela, 17 czerwca 2012
Rozdział.11
- Co się stało? – spytał Ichigo młodego człowieka stojącego w pobliżu.
- Mówią, że nie możemy wyjechać – poinformował. – chyba jakaś droga poniżej jest zablokowana czy coś takiego. – Na jego twarzy malowała się radość. – Super, nie będę musiał iść jutro do szkoły.
- Co? – przeraziła się Rukia. – Co on mówi, że nie można wyjechać?
- Moment zaczekaj tutaj.
Przepchnął się bliżej, żeby usłyszeć dokładnie, co mówi kierownik pensjonatu. Po kilku minutach wrócił do Rukia.
Wiadomość, jaką przynosił, na pewno jej nie uszczęśliwi. Zastanawiał się, czy los daje mu nie sprzyja. Dotychczas zaspokajał swoje pożądanie tymi kilkoma pocałunkami, ale dodatkowy czas spędzony z nią na sam oznaczał kłopoty.
- Niestety, ten chłopak miał rację. Od ostatniej nocy spadło piętnaście centymetrów świeżego śniegu i to spowodowało obryw, który zamknął jedyny wyjazd z doliny. Jesteśmy tu uwiezieni, póki go nie usuną.
- Uwiezieni? Jak długo? – Wypatrywała się w niego. Pozostanie tu z nim dłużej nie jest dobrym pomysłem. Silna wola nie starczy na tak długo.
- Jeden, dwa dni. Zależy od pogody. W nocy są przewidziane dalsze opady.
- Ichigo, to jakaś paranoja! – wpadła w panikę. – Nie możemy tu zostać, musimy wracać do pracy.
- Nic nie poradzimy, musimy czekać. Sprowadziłbym helikopter, ale mają zakaz lotów. – Wyprowadził ją z tłumu. – Większość ludzi jest w tej samej sytuacji.
Niezupełnie. Większość ludzi nie myślała wciąż o tym, żeby się kochać z Ichigo.
- To co zrobimy?
- Zadzwonimy jutro rano do biura i powiedzmy, że nas nie będzie.
- Nie możesz tego zrobić! Nie wiedzą, że jesteśmy razem.
Wzdrygnęła się na myśl, co pomyślą pracownicy, gdy dowiedzą się, że ona i Ichigo pojechali razem.
- Nic takiego Rukia. Nie będą się zastanawiać, dlaczego oboje nie przyjdziemy do pracy.
Nigdy nie uważała Ichigo za naiwnego, ale widocznie był, skoro nie wiedział, że jutro będzie szumiało od plotek, jeśli oboje nie stawią się do pracy.
- Oczywiście, że będą.
- Żartujesz, prawda? – spytał serio.
- Nie – stwierdziła stanowczo. – Poza tym powiedziałam już Paige, że wyjeżdżam na weekend.
- Powiedziałaś Paige, że wyjeżdżasz? Dlaczego?
Uznał, że umówili się i nikomu nie powiedzą o tym wyjeździe. To, że powiedziała swojej asystentce, wyprowadziło go z równowagi.
- Ma jakieś kłopoty finansowe i pytała się może w nadgodzinach skończyć za mnie projekt. Zgodziłam się, ale musiałam jej powiedzieć, że będę osiągalna tylko przez telefon komórkowy. – Myślała przez chwilę. – A może zadzwoń do swojej sekretarki i powiedz jej, że musisz wyjechać w sprawach służbowych.
Jej wybiegi bardzo ubawiły Ichigo.
- Będzie chciała wiedzieć, w jakim jestem hotelu.
Zrobiła skupioną minę, wymyślając następny krok.
- Powiedz jej, że jeszcze nic nie załatwiłeś, ale na razie jesteś osiągalny pod numerem komórkowym. A ja zadzwonię do Paige i powiem, że jestem chora.
- Nigdy nie chorujesz.
- Złapałam wirusa. Zawsze jakieś krążą w powietrzu.
Starając się nie rozśmiać, Ichigo spytał:
- A jeżeli zadzwoni do ciebie do domu?
Myślała chwilę, po czym twarz jej się rozpromieniła.
- Powiem, że nie mam telefonu w sypialni, wiec jeżeli coś chce, niech dzwoni na komórkę.
- Nie sądzę, byśmy powinni kombinować…
- Ichigo! – rzuciła ostrzegawcze spojrzenie.
- Dobrze, dobrze, zrobię jak chcesz.
Rukia zaczęła się zastanawiać, jak zdoła wytrzymać kolejny dzień sama z Ichigo. Nie może cały dzień jeździć na nartach.
- Jestem zmęczona. Chyba wezmę ciepłą kąpiel.
Odchodziła, gdy Ichigo ją zatrzymał.
- Zaczekaj musimy coś jeszcze przedyskutować.
- Co takiego?
Skubał golf przy swoim swetrze.
- Chodź, wytłumaczę ci. – Odprowadził ją w miejsce, gdzie mogli w spokoju usiąść. Odchrząknął. – Słuchaj, niektórzy ludzie zdołali tu dotrzeć, zanim wyjazd został zablokowany. Reszta nie może wyjechać. – Popatrzył, czy rozumnie, w czym rzecz. – Nie mają wystarczająco dużo pokoi, wiec proszą, żeby ludzie zakwaterowali się razem.
- Naprawdę? – Było to uzasadnione, ale na myśl, że będzie w pokoju z kimś obcym, który będzie chrapał, zrobiło jej się nie miło. – No dobrze do kogo mam się zgłosić?
Pokręcił głową.
- Nie musisz powiedziałem, że my razem będziemy w pokoju.
- My? Razem w pokoju? – Co jej los szykował!
- To jest logiczne, Rukia. Nie wiem, jak ty, ale ja nie znoszę być w pokoju z kimś obcym.
- Ja też – przyznała.
- Wiec będziemy w pokoju z kimś znajomym.
Rukia czuła się złapana w pułapkę.
- A co ustalimy ze spaniem? – Instynkt ostrzegł ją, że grożą kłopoty.
- Zachowamy mój pokój bo jest większy. Ty możesz spać na łóżku, a ja na rozkładanej kanapie.
Skrzywiła się.
- Nie możesz spać na kanapie bo jest dla ciebie za mała.
- Dobrze, to ustalimy później, teraz muszę potwierdzić kierownikowi. Chciałem najpierw się upewnić, że nie masz nic przeciwko temu.
- Chyba nie mam wyjścia. Pójdę zabrać swoje rzeczy.
Ichigo skinął głową.
- Więc zejdę potwierdzić, a potem przyjdę ci pomóc.
- Dobrze.
Rukia ruszyła do swojego pokoju, zastanawiając się nad sytuacją. Była w poważnych tarapatach. Chociaż najlepiej byłoby trzymać Ichigo na odległość na resztę pobytu, fizycznie i emocjonalnie tego nie chciała. Czy ma leżeć całą noc, patrząc w sufit, podczas gdy kilka metrów dalej znajduje się mężczyzna, którego tak bardzo pragnie, w którym jest prawie zakochana, który w marzeniach był ojcem jej dziecka.
Co ma zrobić? Orihime zawsze jej zarzucała, że nie podejmuje ryzyka. Czy teraz się na nie odważy? Chciała być z Ichigo. Nie mogła go wykorzystać, żeby został ojcem. Jeśli będą się kochać, musi dopilnować, żeby użył zabezpieczenia.
Wychodząc po schodach, żałowała trochę, że traci szansę na poczęcie dziecka.
- Mówią, że nie możemy wyjechać – poinformował. – chyba jakaś droga poniżej jest zablokowana czy coś takiego. – Na jego twarzy malowała się radość. – Super, nie będę musiał iść jutro do szkoły.
- Co? – przeraziła się Rukia. – Co on mówi, że nie można wyjechać?
- Moment zaczekaj tutaj.
Przepchnął się bliżej, żeby usłyszeć dokładnie, co mówi kierownik pensjonatu. Po kilku minutach wrócił do Rukia.
Wiadomość, jaką przynosił, na pewno jej nie uszczęśliwi. Zastanawiał się, czy los daje mu nie sprzyja. Dotychczas zaspokajał swoje pożądanie tymi kilkoma pocałunkami, ale dodatkowy czas spędzony z nią na sam oznaczał kłopoty.
- Niestety, ten chłopak miał rację. Od ostatniej nocy spadło piętnaście centymetrów świeżego śniegu i to spowodowało obryw, który zamknął jedyny wyjazd z doliny. Jesteśmy tu uwiezieni, póki go nie usuną.
- Uwiezieni? Jak długo? – Wypatrywała się w niego. Pozostanie tu z nim dłużej nie jest dobrym pomysłem. Silna wola nie starczy na tak długo.
- Jeden, dwa dni. Zależy od pogody. W nocy są przewidziane dalsze opady.
- Ichigo, to jakaś paranoja! – wpadła w panikę. – Nie możemy tu zostać, musimy wracać do pracy.
- Nic nie poradzimy, musimy czekać. Sprowadziłbym helikopter, ale mają zakaz lotów. – Wyprowadził ją z tłumu. – Większość ludzi jest w tej samej sytuacji.
Niezupełnie. Większość ludzi nie myślała wciąż o tym, żeby się kochać z Ichigo.
- To co zrobimy?
- Zadzwonimy jutro rano do biura i powiedzmy, że nas nie będzie.
- Nie możesz tego zrobić! Nie wiedzą, że jesteśmy razem.
Wzdrygnęła się na myśl, co pomyślą pracownicy, gdy dowiedzą się, że ona i Ichigo pojechali razem.
- Nic takiego Rukia. Nie będą się zastanawiać, dlaczego oboje nie przyjdziemy do pracy.
Nigdy nie uważała Ichigo za naiwnego, ale widocznie był, skoro nie wiedział, że jutro będzie szumiało od plotek, jeśli oboje nie stawią się do pracy.
- Oczywiście, że będą.
- Żartujesz, prawda? – spytał serio.
- Nie – stwierdziła stanowczo. – Poza tym powiedziałam już Paige, że wyjeżdżam na weekend.
- Powiedziałaś Paige, że wyjeżdżasz? Dlaczego?
Uznał, że umówili się i nikomu nie powiedzą o tym wyjeździe. To, że powiedziała swojej asystentce, wyprowadziło go z równowagi.
- Ma jakieś kłopoty finansowe i pytała się może w nadgodzinach skończyć za mnie projekt. Zgodziłam się, ale musiałam jej powiedzieć, że będę osiągalna tylko przez telefon komórkowy. – Myślała przez chwilę. – A może zadzwoń do swojej sekretarki i powiedz jej, że musisz wyjechać w sprawach służbowych.
Jej wybiegi bardzo ubawiły Ichigo.
- Będzie chciała wiedzieć, w jakim jestem hotelu.
Zrobiła skupioną minę, wymyślając następny krok.
- Powiedz jej, że jeszcze nic nie załatwiłeś, ale na razie jesteś osiągalny pod numerem komórkowym. A ja zadzwonię do Paige i powiem, że jestem chora.
- Nigdy nie chorujesz.
- Złapałam wirusa. Zawsze jakieś krążą w powietrzu.
Starając się nie rozśmiać, Ichigo spytał:
- A jeżeli zadzwoni do ciebie do domu?
Myślała chwilę, po czym twarz jej się rozpromieniła.
- Powiem, że nie mam telefonu w sypialni, wiec jeżeli coś chce, niech dzwoni na komórkę.
- Nie sądzę, byśmy powinni kombinować…
- Ichigo! – rzuciła ostrzegawcze spojrzenie.
- Dobrze, dobrze, zrobię jak chcesz.
Rukia zaczęła się zastanawiać, jak zdoła wytrzymać kolejny dzień sama z Ichigo. Nie może cały dzień jeździć na nartach.
- Jestem zmęczona. Chyba wezmę ciepłą kąpiel.
Odchodziła, gdy Ichigo ją zatrzymał.
- Zaczekaj musimy coś jeszcze przedyskutować.
- Co takiego?
Skubał golf przy swoim swetrze.
- Chodź, wytłumaczę ci. – Odprowadził ją w miejsce, gdzie mogli w spokoju usiąść. Odchrząknął. – Słuchaj, niektórzy ludzie zdołali tu dotrzeć, zanim wyjazd został zablokowany. Reszta nie może wyjechać. – Popatrzył, czy rozumnie, w czym rzecz. – Nie mają wystarczająco dużo pokoi, wiec proszą, żeby ludzie zakwaterowali się razem.
- Naprawdę? – Było to uzasadnione, ale na myśl, że będzie w pokoju z kimś obcym, który będzie chrapał, zrobiło jej się nie miło. – No dobrze do kogo mam się zgłosić?
Pokręcił głową.
- Nie musisz powiedziałem, że my razem będziemy w pokoju.
- My? Razem w pokoju? – Co jej los szykował!
- To jest logiczne, Rukia. Nie wiem, jak ty, ale ja nie znoszę być w pokoju z kimś obcym.
- Ja też – przyznała.
- Wiec będziemy w pokoju z kimś znajomym.
Rukia czuła się złapana w pułapkę.
- A co ustalimy ze spaniem? – Instynkt ostrzegł ją, że grożą kłopoty.
- Zachowamy mój pokój bo jest większy. Ty możesz spać na łóżku, a ja na rozkładanej kanapie.
Skrzywiła się.
- Nie możesz spać na kanapie bo jest dla ciebie za mała.
- Dobrze, to ustalimy później, teraz muszę potwierdzić kierownikowi. Chciałem najpierw się upewnić, że nie masz nic przeciwko temu.
- Chyba nie mam wyjścia. Pójdę zabrać swoje rzeczy.
Ichigo skinął głową.
- Więc zejdę potwierdzić, a potem przyjdę ci pomóc.
- Dobrze.
Rukia ruszyła do swojego pokoju, zastanawiając się nad sytuacją. Była w poważnych tarapatach. Chociaż najlepiej byłoby trzymać Ichigo na odległość na resztę pobytu, fizycznie i emocjonalnie tego nie chciała. Czy ma leżeć całą noc, patrząc w sufit, podczas gdy kilka metrów dalej znajduje się mężczyzna, którego tak bardzo pragnie, w którym jest prawie zakochana, który w marzeniach był ojcem jej dziecka.
Co ma zrobić? Orihime zawsze jej zarzucała, że nie podejmuje ryzyka. Czy teraz się na nie odważy? Chciała być z Ichigo. Nie mogła go wykorzystać, żeby został ojcem. Jeśli będą się kochać, musi dopilnować, żeby użył zabezpieczenia.
Wychodząc po schodach, żałowała trochę, że traci szansę na poczęcie dziecka.
środa, 6 czerwca 2012
Postanowiłam przenieść się z onetu na bloger po prostu dostawałam białej gorączki gdy miałam jakieś rozdziały dodać. Ale już mam z moich 28 rozdziałów z opowiadania Wygrana Szansa postało 10. Kolejny rozdział przywiduje pod koniec czerwca.
mój stary adres bloga http://granat-twoich-oczu-i-usmiech-losu.blog.onet.pl
mój stary adres bloga http://granat-twoich-oczu-i-usmiech-losu.blog.onet.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)